Ilość w informacji w internecie jest ogromna. Można z nich zrobić niejedną gazetę. Właśnie do takiego wniosku doszli autorzy szwajcarskiego projektu Paper.li. Od teraz możesz tworzyć własny dziennik lub czytać te już stworzone przez innych użytkowników.
System jest bardzo obszerny. Na ich stronie można znaleźć informację na temat automatycznego przetwarzania ponad 250 milionów postów w mediach społecznościowych, także analizy ponad 25 milionów artykułów. Dzięki temu narzędziu znalezienie popularnego i dobrego contentu powinno być łatwe. Paper.li upraszcza także publikowanie interesujących treści w mediach społecznościowych.
Narzędzie jest bardzo sprytne. Automatyzuje proces szukania contentu i interesujących tematów. Można też używać swoich własnych źródeł. Dodatkowo można je posegregować według ważności oraz filtrować zgodnie z naszymi upodobaniami. Wszystko jest pod kontrolą użytkownika. Za pomocą Paper.li możemy zbierać informacje z Twittera, Youtube'a, Facebooka, Google+, RSS oraz z każdego innego kanału, na którym pojawiają się ciekawe treści.
Koncepcja gazety elektronicznej dąży do tego, żeby można ją było w pełni spersonalizować. Dostarczaj osobom, które Cię obserwują, świeży i odpowiedni content tak często, jak tego chcesz. Możesz dostosować język swoich czytelników czy tematy, jakie mają się pojawiać. Twoja gazeta może wyglądać jak tylko chcesz – możesz także dodać swój własny branding. Paper.li umożliwia także stworzenie swojej własnej kampanii reklamowej i na niej zarabiać.
Serwis dostarcza szerokie możliwości odnośnie promocji. Możesz poszerzyć grono swoich odbiorców oraz promować swój biznes. W tym celu zostały przygotowane specjalne narzędzia. Masz możliwość połączenia swojego konta z Twitterem, Facebookiem czy LinkedIn. Umożliwia tworzenie newslettera, a nawet za jego pomocą publikować na blogu czy stronie internetowej. Paper.li został stworzony by pomagać Ci w Twoich kontaktach biznesowych: zarówno z klientami, jak i partnerami. Za jego pomocą można rozkręcić swoją firmę.
Dużą zaletą serwisu jest to, że Twoja gazeta wygląda dobrze na wielu różnych urządzeniach. To nie wszystko – do dyspozycji mamy wiele różnych narzędzi. Możesz dokładnie zaplanować swoje publikacje. Twoi czytelnicy mogą skorzystać z opcji cyfrowej prenumeraty – subskrypcji. Dzięki temu będą dostawać na skrzynkę mailową informację o Twoim nowym wydaniu. Podłączenie do Twittera umożliwia automatyczne informowanie o nowym wydaniu za pomocą wpisu. Żeby ułatwić Ci zbieranie contentu, możesz użyć wtyczki służącej do zapisywanie zakładek. Gdy znajdziesz coś, co Cię zainteresuje, możesz w szybki sposób zapisać to do swojej gazety. Paper.li udostępnia też możliwość dodawania notek edytorskich. Dzięki temu masz możliwość przekazywania informacji o sobie, swojej firmie, pasjach i formach kontaktu. Wygląd Twojej gazety zależy tylko od Ciebie – sam ustalasz kolory, obrazki czy logo. Twój dziennik możesz umieścić na swojej stronie za pomocą zaledwie kilku linijek kodu. Paper.li dostarcza także statystyki – wizyty, zaproszenia, subskrybentów i wiele więcej.
Z serwisu można korzystać za pomocą nowego konta lub podłączają się za pomocą Twittera czy Facebooka. Od razu mamy możliwość przeglądania gazet innych użytkowników albo stworzenia swojego własnego wydania. Jeśli zalogujemy się za pomocą Twittera, od razu mamy dostęp do dzienników tworzonych przez osoby, które tam obserwujemy. Samo tworzenie gazety zostało uproszczone do minimum. Wystarczy kliknąć przycisk „Start your paper”, dodać nazwę gazety i częstotliwość jej wydawania, a następnie źródła, z których będziemy czerpać artykuły. W ten sposób otrzymujemy najprostsze wydanie. Jeśli jednak chcemy czegoś więcej, całą gazetę możemy dowolnie dostosować.
Paper.li to ciekawe narzędzie, za którego pomocą możemy w ciekawy i niebanalny sposób dotrzeć do naszych klientów lub partnerów biznesowych. Kiedyś, wydawanie swojej własnej, firmowej gazety łączyło się z prestiżem i wymagało dużo nakładu. Obecnie zostało to uproszczone. Wydania cyfrowe cieszą się naprawdę dużą popularnością, a ich wypuszczenie nie pochłania dużo pieniędzy. Korzystanie z serwisu jest przyjemne, a zbieranie ciekawych treści uproszczone i łatwe do dostosowania. Dostarcz swoim klientom najlepszy content – zacznij wydawać swoją własną gazetę.
Nibbler.silktide.com jest darmowym narzędziem oferującym testowanie Twojej strony oraz podpowiadającym, jak pomóc zdobyć wyższą pozycję w wyszukiwarce. Zawiera w sobie 17 naprawdę dobrej jakości testów.
Korzystanie z tego narzędzia jest proste. Wystarczy podać mu adres strony, a sprawdzi ją pod kątem najważniejszych aspektów, m.in. dostępności, SEO, social media czy technologii. Wyniki widzimy w prostej skali od 1 do 10. Po skończonym teście, na prawo od listy, pokazują się wskazówki. W przejrzystej formie zostają przedstawione kroki, które pomogą nam zdobyć maksymalny wynik. Za pomocą przycisku „Extra Detail” możemy dowiedzieć się, gdzie dokładnie na naszej stronie występuje opisany problem.
Minusem tego narzędzia jest częstotliwość testów – można je wykonywać tylko raz na tydzień. Nie ma możliwości eksportowania wyników i przechowywania starych raportów. Ograniczenie zostało nałożone na ilość stron – Nibbler pozwala na sprawdzenie tylko 5 witryn. Niestety, nie oferuje on też żadnego wsparcia.
Nibbler jest naprawdę przydatnym narzędziem, zwłaszcza dla początkujących. Niewątpliwą zaletą jest możliwość wykonywania wielu testów. Dzięki temu możemy sprawdzić, jak zmienia się nasza strona. Prosta obsługa i czytelne wyniki sprawiają, że korzystanie z niego to sama przyjemność.
Jeśli jednak potrzebujesz czegoś więcej, możesz przejść na płatnego Sitebeama, który oferuje aż 40 różnych testów. Za jego pomocą możemy sprawdzić aż 100 stron internetowych. Raporty przez niego przygotowywane są obszerne i dokładne. Umożliwia także eksport wyników i wsparcie techniczne. Ten pakiet oferuje nam przechowywanie starych raportów oraz dodanie własnego brandingu. Niestety, tak rozbudowane i ciekawe narzędzie odpowiednio kosztuje. Cena na miesiąc wynosi od 40 do 60 funtów na miesiąc.
Nibbler oferuje też odznaki za różnego rodzaju osiągnięcia. Dodatkowo oferuje pomoc w zakresie linków oraz mediów społecznościowych. Sprawdza, ile odnośników prowadzi do Twojej strony oraz informuje, skąd pochodzą. Dzięki niemu możesz dowiedzieć się, jak dobrze jesteś połączony z social media, co jest obecnie bardzo ważne dla SEO.
Możliwości tego narzędzia nie są ukierunkowane na konkretne działania. Nie przeszkadza to jednak znaleźć w nim opcje odpowiednie dla nas. Wszystko dlatego, że Nibbler posiada wiele możliwości. Niestety, część informacji można potraktować raczej jako ciekawostki. Jednak każdy znajdzie dane, które poinformują go o ważnej dla niego części jego serwisu.
Silktide to spółka tworząca oprogramowanie, posiadająca z duże doświadczenie. Aplikacje webowe tworzą od 2001 roku, a testowaniem stron internetowych zajmują się od 2006. Ich innymi projektami, oprócz wcześnie wspomnianego Sitebeama, jest Heystack, a także Insites. Pierwsze dwa idealnie sprawdzają się do analizy biznesu online. Wśród klientów Silktide znajdziemy małe, domowe firmy, ale też największych gigantów rynku. Dodatkowo firma prowadzi ciekawego bloga, z którego możemy dowiedzieć się ciekawych informacji związanych z e-commerce, marketingiem, ale też tworzeniem i analizą stron internetowych. Niestety, wszystko dostępne jest jedynie w języku angielskim.
Jeśli szukasz prostego, mocnego i, przede wszystkim, darmowego narzędzia, Nibbler jest idealny dla Ciebie. Dzięki niemu wszystko, co powinieneś zmienić w swojej stronie, zostanie zebrane w jednym miejscu. Prostota i skuteczność – taki właśnie jest Nibbler. Niestety, sporymi minusami są jego spore ograniczenia. Widać, że to narzędzie ma zachęcać do korzystania z Sitebeama. Jednak nawet tak mocno ograniczony program dostarcza wiele istotnych informacji, ale też ciekawostek, które mogą pomóc nam w rozwoju witryny. Popularność narzędzia mówi sama za siebie. Nibbler powinien zagościć na liście stron, które regularnie odwiedzamy. Dzięki niemu szybko rozwiniemy skrzydła, poznamy mocne i słabe strony naszej strony. Narzędzie doskonale uzupełnia się z Google Analytics. Korzystając z obu tych narzędzi przeprowadzimy dokładną analizę naszej strony i zaplanujemy kolejne działania, które poprowadzą nas prosto do sukcesu. Jeśli jednak wolimy mieć wszystko w jednym miejscu, warto zastanowić się nad płatnym Sitebeamem.
Szukasz najlepszych ikon? Na stronie Iconfinder znajdziesz właśnie to, czego potrzebujesz. Ogromna baza zestawów pomoże Ci stworzyć świetny interfejs lub bardzo ładne grafiki.
W witrynie możemy wyszukiwać interesujące nas ikony, jak i przeglądać przygotowane zestawy. Na stronie startowej znajdziemy polecane zestawy, zarówno darmowe, jak i płatne. Ikony zostały podzielone na kategorie, które możemy swobodnie przeglądać. Ale Iconfinder to nie tylko ikony.
Serwis zachęca grafików do przyłączenia się do ich projektu. Dodawanie swoich własnych ikon jest bardzo proste. Odbywa się metodą drag and drop. Wystarczy chwycić swoje grafiki i upuścić je na stronie. Wystarczy dodać tagi, a Twoje ikony są gotowe, by zostać ściągnięte i dać ci zarobić. Oznacza to, że każdy może zostać designerem. Miliony osób codziennie korzystają z Iconfindera. W ten sposób można łatwo zostać zauważonym i rozpocząć karierę. System wypłat też jest bardzo prosty – twórca dostaje 70%, pozostałe 30% otrzymuje firma. Dodatkowo, serwis oferuje specjalne narzędzia dla autorów. Jedyne, czym muszą się martwić, to dodawanie dobrej jakości ikon, zespół Iconfindera zajmuje się resztą.
Jeśli nie możesz znaleźć grafik, które by Ci odpowiadały, możesz poprosić o dedykowany projekt. Możesz być pewnym, że obsłużą Cię najlepsi designerzy. Zgłoszenie odbywa się poprzez formularz Google. Proces jest szybki,a jeśli efekt będzie niezadowalający, Iconfinder gwarantuje zwrot pieniędzy. Średnia cena za specjalnie utworzoną ikonę waha się pomiędzy 60 a 125 dolarów.
Jeśli zależy Ci na sprawnej integracji ikon ze swoim produktem, możesz skorzystać z dedykowanego API. Możemy wypróbować jego możliwości w 14-dniowej wersji trial. Zalet korzystania z tego rozwiązania jest wiele. Po pierwsze, otrzymujemy natychmiastowy dostęp do ponad miliona ikon premium. Po drugie, serwis gwarantuje prostą i łatwą w dostosowaniu integrację. Po trzecie, uzyskujesz wsparcie techniczne oraz dla klienta. W razie pytań lub wątpliwości można zadzwonić lub napisać maila. Dostępna jest też szeroka dokumentacja. Dużą zaletą API jest rozliczanie się na podstawie ikon premium, które były używane w ciągu ostatniego miesiąca.
Dla osób potrzebujących więcej, dostępne są dwa płatne pakiety, które różnią się ilością pobrań. Starter gwarantuje 25 ściągnięć na miesiąc, natomiast Unlimited nie posiada żadnych ograniczeń. Iconfinder Pro to jednak o wiele więcej niż tylko więcej pobrań premium. Co jest ważne, otrzymujesz licencję na wykorzystanie komercyjne. Dzięki temu możesz użyć ikon w swojej aplikacji, stronie, prezentacji czy w projekcie dla klienta. Z pakietem Pro możesz być pewny, że 70% tego, co płacisz, wędruje do twórców ikon. Dodatkowo otrzymujesz możliwość ściągnięcia ikon w formacie AI i CSH. Warto pamiętać, że wszystkie ikony, które ściągnąłeś, możesz swobodnie używać, nawet jeśli Twoja subskrypcja wygaśnie.
Iconfinder zapewnia też szerokie wsparcie techniczne. To dostępne online przedstawione jest w formie FAQ. W prosty sposób możesz otrzymać informacje dotyczące znajdowania ikon, pozyskiwania i pobierania, zarządzania kontem użytkownika, informacji o licencjach, problemach z serwisem lub API, a nawet przewodnik dla udziałowców. Najczęściej wyszukiwane problemy widoczne są od razu, możemy też rozwinąć tematy z danego działu lub użyć wyszukiwarki. Możemy być pewni, że podczas korzystania z serwisu nie zostaniemy sam na sam z wszystkimi wątpliwościami i znajdziemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania.
Dlaczego warto używać ikon na naszej stronie internetowej? Powodów jest wiele. Jednym z nich jest podsumowanie swojego tekstu za pomocą obrazka. Świetnie sprawdzają się razem ze zrzutami ekranu. Ikony przyciągają uwagę osoby czytającej. Pomagają też budować przejrzystość – świetnie sprawdzają się w różnego rodzaju podsumowaniach czy skrótach. Są o wiele bardziej charakterystyczne niż powszechnie używane punktacje. W skrócie, ikony sprawiają, że nasza strona jest bardziej atrakcyjna i przejrzysta.
Jeśli szukasz przyjemnych dla oka ikon o różnorodnej tematyce, skorzystaj z Iconfindera. Serwis bardzo dynamicznie się rozwija, oferując owocną współpracę zarówno osobom ściągającym grafiki, jak i dla twórców. Szerokie opcje współpracy i ciekawe opcje Pro powodują, że każdy znajdzie odpowiedni dla siebie sposób na korzystanie z serwisu. Iconfinder to doskonały sposób, by ulepszyć szatę graficzną naszej strony.
Google Analytics to jedno najpopularniejszych narzędzi do analizy ruchu na stronie. Jego zaletami są: brak opłat i ilość danych, jakie od niego uzyskujemy. Dodatkowo, jest bardzo wygodne w użytkowaniu, a jego instalacja jest bardzo prosta. Z tego narzędzia korzystają giganci, tacy jak GE, NASA, Twitter, The Financial Times czy Epson - łącznie prawie 57% firm spośród 10 000 najpopularniejszych marek. Za pomocą Google Analytics możesz oszczędzić czas, energię, a także pieniądze.
Wśród jego głównych funkcjonalności możemy znaleźć generowanie około 80 rodzajów raportów oraz ich eksportowanie w kilku formatach, tworzenie segmentów użytkowników na podstawie źródła ruchu lub zachowań, integracja z aplikacjami e-commerce, dostępność API i wiele, wiele innych. Raporty mogą dotyczyć m. in. ruchu internetowego, wskaźników konwersji oraz ROI. Google Analytics dostępne jest w wielu różnych językach. Umożliwia jednoczesne zbieranie danych z nieograniczonej ilości stron internetowych. Dodatkowym atutem jest łatwa integracja z Google AdWords.
Analytics zbiera informacje na temat użytkowników, którzy odwiedzają naszą stronę. Udostępnia nam informacje o tym, w jaki sposób odwiedzający do nas trafili, skąd pochodzą, jakiego oprogramowania używają oraz jak zachowywali się na stronie. Możemy podejrzeć informacje dla czasu rzeczywistego oraz dla danego okresu. Zbiera informacje o odbiorcach i kanałach, dzięki którym pozyskujemy osoby odwiedzające. Możemy dowiedzieć się, jaka część ruchu na naszej stronie pochodzi z Google, czy w ruchu z tej wyszukiwarki nastąpiły gwałtowne zmiany oraz na jakie strony trafiają użytkownicy z wyników wyszukiwania. Google Analytics zawiera też informacje o zachowaniu użytkowników, a także o tym, jakie strony ich najbardziej angażują oraz jak zmienia się współczynnik odrzuceń.
Ogromną zaletą tego narzędzia jest fakt, że nie zbiera żadnych danych prywatnych. Przetwarza jedynie pochodzenie użytkowników na podstawie adresu IP, który nie jest prezentowany w raportach. Możemy też nie udostępniać żadnych informacji temu narzędziu. Wystarczy zablokować przyjmowanie plików cookies lub wykonywanie skryptów Java.
Uruchamianie Google Analytics jest bardzo proste. Przede wszystkim, trzeba się zarejestrować lub zalogować za pomocą konta Google. Następnie trzeba wypełnić dane odnośnie naszej strony, a także informacje kontaktowe. Kolejnym ważnym krokiem jest akceptacja umowy użytkownika. Na tym samym etapie możemy dostosować ustawienia odnośnie danych udostępnianych innym użytkownikom Google Analytics. Trzeba pamiętać, że sam dostarczyciel usług wykorzystuje dane, by ulepszać swoje produkty i usługi.
Następnym krokiem jest instalacja kodu śledzącego. Skrypt zostaje wygenerowany na podstawie wybranych przez nas kryteriów. Możemy go zmodyfikować ręcznie, zależnie od naszych potrzeb. Jeśli nie jesteśmy administratorami strony, gotowy skrypt możemy wysłać pocztą elektroniczną do naszego webmastera za pomocą jednego kliknięcia. Gotowy kod należy wkleić w każdej podstronie, gdyż jest wykonywany przy każdym ładowaniu. Na szczęście, wiele CMS i baz SQL umożliwia zautomatyzowanie tego procesu. Za pomocą SiteScan możemy sprawdzić, czy cała operacja zakończyła się pomyślnie. Po wszystkim możemy zintegrować nasze konto Google Analytics z AdWords.
Jakie zalety ma Google Analytics? Po pierwsze – jest darmowe do 5 milionów odsłon. Jest to bardzo przydatne dla małych stron lub dopiero startujących biznesów. Kolejną zaletą są filtry. Możemy tworzyć dowolne widoki dla analiz. Dzięki szerokim możliwościom integracji, rozszerzamy nasze możliwości analityczne. Bardzo przydatne są zarówno statystyki dotyczące odbić i odejść oraz dedykowane e-commerce. Za pomocą pierwszych dowiadujemy się, w któym miejscu odwiedzający od nas uciekają. Drugie natomiast umożliwiają nam ładowanie do Analytics prawdziwych danych dotyczących transakcji.
Możliwości Google Analytics są barzdo szerokie. Do zawrotnej ilości opcji, do których mamy dostęp za darmo, dochodzi łatwość obsługi i duża ilość przydatnych raportów. Można powiedzieć, że to jedno z podstawowych, wręcz obowiązkowych, a na pewno jedno z najbardziej popularnych narzędzi. Sprytna, tania i rozbudowana analityka z Google pomoże rozkręcić każdy biznes w internecie.
Jeśli szukasz dobrej jakości, ciekawej tekstury, znajdziesz ją na CGTextures. Niezwykle przydatna strona dla wszystkich designerów oferuje 15 darmowych kredytów każdego dnia.
Czym jest tekstura? W grafice 3D stosuje się je do poprawienia realizmu obiektów. Grafiki służące jako tekstury to najczęściej dobrej jakości zdjęcia, które mogą być idealnie powtarzane. W dobry sposób oddają fakturę czy strukturę danego materiału. Ale grafiki można użyć w wielu innych celach. Powtarzalność wzorów sprawia, że dobrze sprawdzają się jako tło w grafikach 2D, takich jak banery reklamowe.
Strona istnieje od 2005 roku. Obecnie w bazie znajduje się ponad 116 tysięcy tekstur. Liczba ta stale rośnie, gdyż co tydzień dodawane są nowe. W darmowej wersji możemy pobrać do 15 obrazków na dzień. Czasem jednak potrzebujesz więcej grafik lub nie satysfakcjonuje Cię ich jakość, możesz skorzystać z opcji płatnego pakietu lub dodatkowej, płatnej paczki. Z dostępnych tu zasobów korzystają największe firmy tworzące gry i efekty. Wśród firm korzystających z CGTextures możemy znaleźć Dice, Rockstar, Valve, Pixar i DreamWorks. To tylko potwierdza, że tekstury dostępne na stronie są dobrej jakości i bardzo użyteczne.
Jak wykorzystać tekstury? Sposobów jest naprawdę wiele. CGTextures informuje nas o tym, w jakim celu możemy użyć grafik od nich pobranych. Zgodnie z informacjami na ich stronie, nieodpłatne wykorzystanie obrazków obejmuje grafikę 2D i 3D, designu stron internetowych, banerów, filmów, produkcji telewizyjnych, poligrafii i scrapbookingu.
CGTextures dobrze sprawdza się także w branży e-commerce. Ułatwia tworzenie reklam, banerów i licznych grafik. Nie musisz więcej szukać różnych tekstur w wielu miejscach. Na tej stronie masz wszystko w jednym miejscu i w dobrej jakości. Znajdziemy tu wiele kategorii, od najprostszych elementów natury, przez mozaiki, po budynki i materiały. Dodatkowo, strona bardzo mocno dba o prywatność swoich użytkowników. Pobierać można tylko będąc zalogowanym, a każde konto codziennie dostaje 15 darmowych kredytów. Jednak strona zapewnia, że nie przechowuje danych o swoich użytkownikach. Są one używane tylko do weryfikacji podczas pobierania i nie wykorzystuje się ich w inny sposób.
Zaletą CGTextures jest przemyślana oferta korzystania z większej ilości kredytów. Jeśli potrzebujemy ich jednorazowo, możemy dokupić paczkę. Najmniejsza kosztuje 17 euro i zawiera 250 kredytów, które możemy wykorzystać w każdej chwili. Ilość dodatkowych kredytów można dostosować, jednak ich cena jest wtedy większa niż w gotowych paczkach.
Zespół CGTextures oferuje też dwa przydatne narzędzia. Jedno z nich to Pixel Peeper, a drugie to plugin do Photoshopa, The Panorama Corrector.
Pixel Peeper jest darmowy i bardzo malutki. Za jego pomocą możemy określić poziom ostrości na poziomie pikseli na dużej ilości zdjęć. CGTextures samo go używa podczas w współpracy z Agisoft Photoscan. Muszą wtedy przejrzeć iw wybrać najlepsze obrazy spośród setek zdjęć na co dzień. Pixel Peeper umożliwia sortowanie obrazów. Obsługuje formaty psd, jpg, png, tga, gif, tiff i bmp. Baedzo szybko otwiera wszelkie grafiki. Zoom do 400% umożliwia wykryć wszystkie możliwe nieostrości. Pixel Peeper przyda się wszystkim osobom, które potrzebują maksymalnie ostre zdjęcia do swojej pracy.
Pannorama Corrector, jak mówi sama nazwa, służy do poprawiania zniekształceń na ogromnych, panoramicznych zdjęciach. Ma sprawiać, że panorama ma wyglądać naturalnie, a edycja ogromnych zdjęć została uproszczona. Za darmo dostępny jest trial wtyczki. Działa ona na systemie Windows, w Photoshopie CS5, CS6 i CC.
CGTextures to jedna z tych stron, którą powinien znać każdy designer i grafik. Dzięki zawartym tu teksturom można stworzyć naprawdę wiele rzeczy – zwłaszcza, że obrazki są naprawdę dobrej jakości. Na tej stronie z łatwością znajdziesz teksturę, której szukasz. Serwis pomoże Ci rozkręcić swój biznes e-commerce za pomocą grafik, które możesz dzięki nim stworzyć. Nie zapominajmy też o ich programach. Zarówno Pixel Peeper, jak i Panorama Corrector pomoże grafikom w zależności od ich potrzeb. CGTextures pomoże stworzyć nam kreatywne projekty graficzne albo niesamowite i realistyczne modele 3D.
Aż PR-owiec
Często, kiedy zaczyna się zdanie od słów – „Jestem PR-owcem.” – każdy słyszy, że zajmujesz się reklamą, promocją i tym wszystkim czym w firmie zajmuje się marketingowiec. Cała gama profesji zamknięta w jednym słowie. Takie mylne skojarzenia utwierdziły się w społeczeństwie, ponieważ nikt ich nie koryguje. Nawet jeśli ktoś widzi ten błąd woli dla świętego spokoju machnąć ręką, aniżeli męczyć się nad tłumaczeniem różnic i podobieństw, bo takich nie brakuje. Najważniejszym jest zrozumieć, że dziedziny te krążą wokół podobnego tematu i współpracują ze sobą. Sprawa ta dotyczy również dziennikarzy, ponieważ PR-owiec równie często mylony jest z pracownikiem mediów. Owszem specjalista ds. public relations potrafi pisać depesze i posługiwać się językiem polskim, a przynajmniej powinien, ale to nie znaczy, że jest dziennikarzem.
Wiele jest zbieżności tych profesji, jak między innymi metody pracy, dążenie często do tych samych celów oraz techniki i narzędzia, jakimi się posługują. Zarówno dziennikarz, marketingowiec i PR-owiec mają podobne grupy docelowe i adresatów informacji. Wszystkie trzy grupy bazują na komunikacji, która jest ich podstawowym narzędziem pracy.
W oczach przeciętnego człowieka dziennikarz większość czasu spędza na pisaniu tekstów, przeglądzie prasy i wywiadach. Jest to taki bardzo duży skrót stereotypowych zadań dziennikarza, ale również po części PR-owca. On według tego samego człowieka, także spędza większość dnia na pisaniu tekstów, ale nie oznacza to, że jest dziennikarzem. Jeden i drugi zawód bazuje na słowach i tym, co z nich stworzy. Największą i podstawową różnicą między dziennikarzem a specjalistą ds. public relations jest forma komunikatu, tzn. tego co w danym tekście chce przekazać i, jak to robi.
Nie jestem dziennikarzem
Specjalista ds. public relations wie, jak posługiwać się słowem, ponieważ jest to jego źródło utrzymania. Jednak inaczej niż w przypadku dziennikarza stosuje on konkretne teksty takie, jak – notki prasowe, pamflety, wywiady promocyjne, publikacje w prasie, teksty broszurowe. Wszystkie te teksty znajdują się w szufladzie oznaczonej „materiały promocyjne”. Wszelkie artykuły, które zamknięte są na klucz pod napisem „teksty promocyjne” są odpłatne. Zlecenie na tego typu teksty pozwalają profesjonaliście tak operować słowem, aby osiągnąć zamierzony cel. Dziennikarz natomiast tylko trochę skupia się na tym, aby nie zszargać dobrego imienia firmy, ale swoimi tekstami nie buduje jej wizerunku. Dziennikarz nie jest od tego, aby wydawać opinie na jakiś tematy, tylko po to, aby rzetelnie i obiektywnie przekazać informację polityczną, społeczną, kulturalną czy sportową. Jego słowa nie wpływają w takim znaczący sposób na opinię publiczną, jak słowa PR-owca, który swoją działalnością ma dotrzeć do świadomości, stworzyć postawę i wpłynąć na ocenę faktów oraz nastawienie odbiorcy. Dziennikarskie teksty mają swoje zdane, tzn. dotrzeć do czytelnika, słuchacza, widza w sposób śmieszny, poważny albo odwołać się do jego inteligencji, w zależności od tego z, jaką dziedziną mamy do czynienia. Natomiast teksty PR, mają być opiniotwórcze, a raczej tak wpłynąć na odbiorcę, aby pomyślał to co PR-owiec chce.
Wspólnym celem dziennikarza i specjalisty ds. public relations jest dotarcie ze swoją informacją do odbiorcy i wpłynąć jej treścią na pozycję firmy na rynku oraz, co jest bardzo ważne, a o czym nie tak często się mówi, osiągnąć cele ekonomiczne. Dobre teksty się sprzedają, a co za tym idzie autor i firma zarabia. Pensja jest często najważniejszym czynnikiem wpływającym na chęci i jakość tekstów, ponieważ tam, gdzie nie ma pieniędzy po prostu mniej się chce pracować. Dla PR-owca ważne są informacje, które kształtują wizerunek firmy i pozytywnie wpływają na jej pozycję, reszta tekstów jest wyrzucana do kosza. Dla dziennikarza ważne są informacje, z których może powstać dobry tekst i mniejsze ma tutaj znaczenie wpływ na pozycję firmy. Każdy z tych specjalistów chce, aby jego teksty zrobiły coś dobrego, czy to dla firmy czy dla klientów czy dla nich samych, ważne, aby przyniosły wymierne korzyści. Zarówno dziennikarz, jak i specjalista ds. public relations wkładają dużo pracy w zapoznanie się z tematem, analizę informacji, a dopiero potem w sam tekst. Mimo, że jest między nimi wiele różnić, mają kilka podobieństw. Jedną z nich jest chociażby codzienna czynność, bez której nie można dobrze rozpocząć dnia. O co chodzi? Oczywiście o zapoznanie się z fascynującą lekturą, zwaną przeglądem prasy. Każdy dziennikarz czyta poranne wiadomości i każdy PR-owiec zapoznaje się z tym, co nowego w trawie piszczy.
Marketing?
Jest jeszcze jedna dziedzina życia, która jest równie często mylona z PR, jak dziennikarstwo, a mianowicie marketing. Wszyscy, nie wiedzieć dlaczego, wrzucają te trzy grupy zawodowe do jednego worka, podczas gdy różnią się one diametralnie. Mają podobieństwa, jak już wcześniej napisałam o dziennikarstwie i PR, ale nie można ich uznać za jedną dziedzinę i używać nazw zamiennie. Zatrudnianie specjalisty ds. public relations na stanowisko w dziale promocji lub marketingu to najczęściej popełniany błąd. Najlepiej jest wbić sobie do głowy, że PR to nie jest promocja, PR to nie jest marketing oraz, że PR to nie jest dziennikarstwo. Trzy proste zasady ułatwiające poruszanie się w tym świecie.
Trudno jest, jak już kiedyś pisałam, w kilku słowach czy zdaniach zdefiniować czym jest PR. Dlatego nie łatwo jest odpowiadać na pytania i tłumaczyć, czym zajmuje się i kim jest PR-owiec. Uważam, że najprościej jest powiedzieć na opak, czym nie zajmuje się PR-owiec, kim nie jest i z czym nie można go mylić. Mianowicie, PR-u nie można mylić z promocją, a promocji nie można wiązać z marketingiem. Przez taki sznurek połączeń powstaje najczęściej stwierdzenie, że PR to reklama, a nią nie jest. Ideą public relations nie jest tworzenie kampanii reklamowych i zachęcanie w prosty sposób, ludzi do kupna produktu czy usługi. Takie spłycanie sensu działania PR-owca uwłacza jego umiejętnościom i pracy. Bowiem reklama jest odpowiedzialna za oczywiste pokazanie produktu i usługi, natomiast public relations idzie dalej i wychodzi do klienta słowem, obrazem, w taki sposób, że nie czuje się osaczony. Buduje wokół produktu pewną historię i dzięki dobrze dobranym słowom wpływa na opinię publiczną, używa emocji, aby dotrzeć bezpośrednio do odbiorcy. To dzięki działaniom PR marka może zostać wykreowana. Dopiero po tej fazie, do gry wchodzi reklama, której zadaniem jest utrzymać stworzoną przez specjalistę ds. public relations pozycję.
Wracając do różnić między PR, a marketingiem. Oba działy działają w jednej firmie i nie wykluczają się, ale podobnie, jak w przypadku promocji, uzupełniają, albo chociaż nie przeszkadzają sobie. System informacji public relations obejmuje i bazuje na polityce firmy i celach zarządu. Istotne są tutaj zadania, jakie wyznaczają władze danego przedsiębiorstwa, ponieważ to od nich zależy, w jakim kierunku ma pójść PR-owiec i, jaki będzie stosunek firmy do otoczenia. Natomiast dział marketingu bazuje na porozumieniu firmy z kontrahentami. Zajmują się oni dostosowaniem organizacji do wymogów rynku oraz tworzą możliwości rynku zbytu. To na pracy marketingowca opiera się sprzedaż, tzn. ta część związana z pierwszym ruchem, czyli nawiązaniem kontaktu i przedstawieniu firmy z dobrej strony. W zasadzie z takiej strony, z jakiej kontrahent chce ją widzieć. Ruch PR- owca opiera się o opinię publiczną i dostosowanie polityki firmy, oraz zdania zarządu do ogólnej opinii w wewnątrz firmy i poza nią. Jego zadaniem jest stworzenie takiego wizerunku, jakiego oczekują władze tak, aby był on przyjazny dla pracowników i odbiorców z zewnątrz. Mimo, że rzadko się o tym mówi, jednym z działań specjalisty ds. public relations jest utrzymanie dobrych relacji na stopie pracowniczej i między klientem, a marką. Ciągłe utrzymywanie ręki na pulsie i przekazywanie informacji oraz czuwanie nad ich przebiegiem to jeden z etapów utrzymywania pozytywnych relacji.
Podsumowanie
Public relations swoją działalnością wpływa na emocje otoczenia i buduje zaufanie do firmy. Jest to baza bez, której pozostałe działy nie mają szansy ruszyć swojej pracy. Zaufanie do marki, które stworzy PR-owiec daje grunt do pracy marketingowca. Rynek zbytu nie będzie współpracował z firmą, która nie ma pozytywnego wizerunku, ponieważ kontrahentom się to nie opłaca. Wniosek jest jeden, wszystkie działy nie mogą zlewać się w jeden, ale nie mogą się również wykluczać, ponieważ jeden bez drugiego po prostu nie istnieje. Są zależne od siebie jeśli chodzi o współpracę. PR wspiera akcje promocyjne, które mają na celu wprowadzenie jakiegoś produktu na rynek lub po prostu przypomnienie klientom o jego istnieniu. Budując pozytywny wizerunek marki i poszczególnych jej elementów zmusza klienta do jej zapamiętania. Dzięki takim akcjom zapomniane produkty wracają, w pięknym stylu, na rynek, a nowe produkty nie dają o sobie zapomnieć.
Każda branża ma swoje odwieczne i zawsze zostające bez odpowiedzi pytania, które zadają sobie osoby zakładające firmy, szefowie korporacji i blogerzy. Każdy z nich toczy wewnętrzną walkę między profesjonalnym podejściem, a wybraniem laika, który ma predyspozycje. Zawodowy PR-owiec jest pewną inwestycją, która na pewno się opłaci i zwróci z nawiązką. Działania, które pomogą sprzedać produkty, usługi i wypromować je wykonane przez profesjonalistę są strzałem w dziesiątkę.
Dlaczego zatrudnić zawodowca?
Przede wszystkim słowo „zawodowiec’ kojarzy się z pewną inwestycją, z przekonaniem, że kiedy zatrudnisz taką osobę nie musisz się już o nic martwić bo blog, firma i produkty są w doskonałych rękach. Współpraca z profesjonalnym
PR-owcem jest inwestycją, która szybko się zwróci. Zamiast bezpiecznej opcji zawodowca wybrać można kogoś kto takim siebie nazywa, ale nic poza tym. Wszystko toczy się wokół doświadczenia, kontaktów i wiedzy, jaką musi posiadać wykształcony i dobry specjalista.
Poszukiwania należy zacząć od sporządzenia listy potencjalnych kandydatów. Najlepszym źródłem informacji jest sieć, gdzie aż roi się od tanich, wyśmienitych i pełnych pomysłów PR-owców. Trochę w tym ironii, ponieważ to co czytamy w Internecie, nie zawsze jest prawdą. Bardzo łatwo dodać sobie doświadczenia oraz wzmocnić swoje wykształcenie licząc, że nikt tego nie sprawdzi. Drugą szansą na zatrudnienie dobrego fachowca jest zasięgnięcie języka. Osoby polecone przez kogoś znajomego bądź współpracowników mogą być bardziej odpowiedni niżeli firmy znalezione w sieci. Spoczywa na nich odpowiedzialność polecenia i nie chcą zrujnować swojej opinii. Zazwyczaj profesjonaliści z polecenia oferują dogodne ceny i zawodowe, indywidualne podejście do klienta.
Wstępne porozumienie
Zacząć trzeba od rozmowy, już po kilku minutach można się zorientować z kim masz do czynienia. Profesjonalista odpowie na każde pytanie bez najmniejszego zająknięcia, a człowiek, który się na tym nie zna, a tylko udaje, że coś potrafi nie będzie mógł niczego powiedzieć o podstawowych pojęciach. Zadawanie wielu pytań ułatwi selekcję i pomoże określić warunki współpracy. Najważniejsze jest porozumienie w sprawie wymagań, zarówno klienta, jak i fachowca. Podstawową różnicą między laikiem a zawodowym PR-owcem jest ilość i treść pytań, jakie wyjdą z jego ust. To tutaj, w tym momencie rozmowy wiadomo z kim rozmawiasz. Nie trudno się domyśleć, że człowiek z profesjonalnym podejściem i odpowiednią wiedzą będzie się dopytywał o szczegóły i informacje potrzebne do kampanii. Zapewne nie skończy się na jednej rozmowie telefonicznej, ponieważ nie możliwe jest, aby podczas kilkudziesięciu minut dowiedzieć się wszystkiego na temat wymagań, oczekiwań, firmy, produktu i grupy docelowej. Pomocnym trikiem jest poproszenie przyszłego pracownika o przedstawienie poprawek i własnych przemyśleń na temat materiałów marketingowych Twojej firmy. Specjalista podejdzie do sprawy ze starannością i przedstawi konkretne działania.
Specjalistyczna wiedza i studia z zakresu public relations to jeszcze nie wszystko, co powinien mieć dobry PR-owiec. Zdobywanie wiedzy praktycznej i badanie rynku nie tylko polskiego ale również zagranicznego, oraz poszerzanie swojej wiedzy to kluczowe działania zawodowca. Najważniejsze jednak jest, aby styl tworzonych przez niego działań oraz ich skutki odpowiadały tobie, jako pracodawcy. Wszystko skupia się na jednolitej wizji i podobnym punkcie widzenia. Można to żartobliwie nazwać „porozumieniem dusz”.
Większość specjalistów potrafi się dostosować i pracować dla klienta w różnych stylach. Taka cecha jest ważna, ponieważ dzięki niej rozszerza się grono współpracowników, z którymi można stworzyć niejedno dzieło z różnych dziedzin. Każdy z nich ma jednak swój własny styl, w którym czuje się najlepiej. Odpowiednie dopasowanie zawodowca do potrzeb klienta polega na znalezieniu mocnych i słabych stron, a co za tym idzie pracy na najwyższym poziomie.
Dobrze wykonana praca
Każdy z klientów ma swoje wymagania i przed zatrudnieniem fachowca należy zapoznać się z jego pracą. Polegać trzeba na tym, co dana osoba sama nam pokaże i, jakie ma osiągnięcia. Dobrze wykonana praca, akcja promocyjna, kampania itd. Mają swoje cechy charakterystyczne, dlatego na wstępie najlepiej jest wiedzieć, jak powinna wyglądać dobra praca PR-owca w danej branży. Podczas oceny przykładowych prac można sprawdzać je z punktami, które podpowiadają idealny wygląd kampanii.
Przede wszystkim liczy się przejrzystość przykładowej pracy, podział na etapy tak, aby nawet ktoś kto mało wie na temat PR wiedział o co chodzi i mógł się odnaleźć. Nie po to bowiem, zatrudniamy specjalistę, żeby wchodzić w jego kompetencje, ale po to, żeby oszczędzić sobie nauki i studiów public relations. Wszystko co znajduje się w pokazowej kampanii powinno przyciągać uwagę i zachęcać do działania. Grupa docelowa i wszystkie dane mają być przystępnie przedstawione. PR-owiec musi zdawać sobie sprawę, że od tego, w jaki sposób zaprezentuje swoją przykładową prezentację i analizę danego rynku zależy, czy dostanie zlecenie.
Dlatego profesjonalista podejdzie do napisania, zbierania danych, ich analizy i stworzenia pomysłu, jak do kampanii, którą już dostał. Tutaj zaczyna się kluczowa rola zatrudniającego. Musi mieć on pewność, że wszystko co dostał od PR-owca nie jest plagiatem czy kopią zaczerpniętą z np. Internetu. Podobnie, jak w innych branżach praca specjalisty nie powinna być okraszona żargonem, przekleństwami i wszystkim tym, co uchodzi w społeczeństwie za wulgarne. Oczywiście pojawiają się kontrowersyjne kampanie, ale przeciętna firma nie może sobie na taki rozgłoś pozwolić. To już domena gigantów. Podczas okresu próbnego, kiedy wybieramy profesjonalistę, który zorganizować ma i czuwać nad rozwojem akcji promocyjnej, marketingiem itd. najlepiej zaufać intuicji i suchym faktom. Teoretycznie jedno wyklucza drugie, ale tylko pozornie. Mieć tak zwanego „nosa” do człowieka to idealny początek przy rozmowach kwalifikacyjnych. Dopiero potem można zawierzyć suchym faktom, który widzimy w CV oraz portfolio kandydata.
Referencje, referencje i jeszcze raz referencje
Wspomniane wyżej doskonałe wyczucie człowieka i suche fakty to bardzo dobre podejście do przyszłego pracownika, ale referencje to krok, o którym nie można zapomnieć. Należy poprosić kandydata na profesjonalistę o przykładowe prace, o czym już również była mowa wyżej, oraz rekomendacje od poprzednich pracodawców. Na tym etapie natychmiast zrobi się luźniej. Większość „specjalistów” liczy na to, że miłą aparycją i tym co zapisali w CV podbiją serca i głowy pracodawcy. Często wygląda to tak, że nie mają doświadczenia na tyle bogatego i znaczącego, żeby mierzyć się z powierzonym zadaniem. Po czym poznać profesjonalistę? Po to czy ucieknie z krzykiem i zmieszaną miną, kiedy poprosić o referencje, czy zostanie i ze spokojem wskaże, że na następnej stronie znajduje się list polecający bądź cokolwiek co świadczy o tym, że jego praca w poprzednich latach była udana.
Z kim ja pracuję?
Znalezienie PR-owca, z którym chce się pracować graniczy, prawie, z cudem. Musi on posiadać kilka cech wrodzonych i wyuczonych przez pracę z ludźmi. Przede wszystkim ważna jest komunikacja, musi on jasno wyrażać swoje potrzeby i oferować konstruktywną krytykę. Oczywiście, musi ją również przyjmować ze spokojem i chęcią poprawy. Zrozumienie potrzeb drugiej strony leży w gestii profesjonalisty. Z pracodawcą nie można się kłócić, jedynie wyrazić w zgrabny sposób swoje zdanie i liczyć na dobry odbiór. Wielu kandydatów na stanowisko PR-owca, ale nie tylko, boi się pytać. Uważają bowiem, że manifestują przez to swoją niewiedzę.
Nic bardziej mylnego, bowiem kto pyta nie błądzi. Zazwyczaj na koniec rozmowy kwalifikacyjnej słyszymy od pracodawcy „czy ma Pani/Pan jakieś pytania”. Jest to idealny moment na pokazanie, że uważnie słuchałeś i, jako przyszły członek zespołu chcesz wyjaśnić kilka niepewności. Sygnałem alarmowym dla osoby zatrudniającej powinno być również to, kiedy zawodowy PR-owiec na wszystko się zgadza. Owszem buduje to w jakiś sposób ego, ale nie o to chodzi. Profesjonalny PR-owiec, który ma wystarczająco dużo wiedzy i doświadczenia nie będzie potakiwał, jak marionetka. Powinien być w stanie udzielić kilku rad związanych z firmą i jej przyszłą promocją.
Jak się Państwu układa współpraca?
Aby uniknąć rozczarowań warto skoncentrować się na sednie sprawy już od samego początku. Przysłowiowy diabeł tkwi bowiem w szczegółach i mijanie się z terminami czy nieprecyzyjnie wykonana analiza rynku, błędy merytoryczne albo pensja z kosmosu to elementy, których można uniknąć tylko przy współpracy na podstawie umowy. Wszystkie wymagania i indywidualne prośby pracodawcy lub profesjonalisty zwarte w umowie nie podlegają później żadnej dyskusji. Dokument ten zawiera także charakter pracy, terminy jej wykonania z podziałem na fazy bądź tylko końcową datę realizacji projektu, wielkość stawki i czas rozliczenia. Istotnym punktem umowy jest zdanie o zachowaniu poufności i cesje prawne. Warto zaznaczyć, jakie są konsekwencje prawne jeśli jakiekolwiek dane ‘wyciekną” na rynek bez zgody pracodawcy.
Praca profesjonalnego PR-owca jest dużym wysiłkiem umysłowym i liczyć się trzeba z tym, że potrzebuje on wsparcia osób trzecich z firmy dla, której będzie pracował. Trzeba się upewnić, że ma on dostęp do wszelkich, potrzebnych mu do pracy, informacji, materiałów marketingowych, specyfikacji produktów i planu marketingowego firmy. PR-owiec musi zapoznać się z danym rynkiem i konkretnie z Twoim biznesem. Przede wszystkim, jakie produkty lub usługi oferuje firma, jakie pozycje błyszczą na rynku, a które potrzebują poprawek i dlaczego oraz, jakie są długo i krótkoterminowe cel. Bez potrzebnych informacji PR-owiec pracować będzie po omacku, a to nie przyniesie oczekiwanych skutków.
Jednym słowem
Zdecydowanie lepiej jest zatrudnić profesjonalistę niżeli kogoś, kto jest przypadkiem na rozmowie kwalifikacyjnej. Doświadczenie, dociekliwość i odpowiednia wycena przemawiają za zawodowym podejściem do sprawy. Mimo, że często za zatrudnieniem kogoś stoi kwestia finansowa, naprawdę warto jest zainwestować większe pieniądze i dostać to, czego się oczekuje. Mała stawka najczęściej oznacza kogoś zdesperowanego bądź nieznającego swojej branży. Stawiać należy na profesjonalistę z dorobkiem zawodowym, wykształceniem i cóż, ceniącego swoją pracę.
Czym właściwie jest public relations?
Nad tym pytaniem zastanawia się każdy kto styczność z tą branżą miał, ale także te osoby, które nie mają o niej zielonego pojęcia. Większość nie-specjalistów uważa PR za coś brudnego, uznaje go za dziedzinę spiskową, negatywną. Po prostu tylko czarny PR. A to wcale nie jest tak. Opinie tego typu powstają na nieznajomości tematu i definicji. Nie pracując i nie poruszając się w świecie PR można odnieść mylne wrażenie, że są to ludzie, którzy manipulują, krzywdzą opinią i kształtują podstępem opinię publiczną. Jak zawsze we wszystkim, tak i tutaj jest ziarnko prawdy. Z tą różnicą, że PR wpływa słowem i emocjami na opinię społeczeństwa, ale nie można pod żadnym pozorem powiedzieć, że robi to nieetycznie. Chyba, że chce się bardzo PR-owca zdenerwować.
Generalnie studia kierunkowe public relations dają wiedzę potrzebną przy pracy w branży PR, ale zahaczają również o marketing i reklamę. Wiedza, jaką posiada taka osoba jest na tyle wystarczająca, żeby móc rozpocząć pracę na odpowiednim stanowisku. Jednak nauka PR-owca nie kończy się na studiach, bez ciągłego dokształcania i zdobywania nowej wiedzy nie zrobi kariery. Aby móc się wypowiadać na temat „czarnego” czy „białego” PR trzeba tę wiedzę posiadać. Granica między tymi określeniami jest bardzo cienka, a dla niektórych osób pojęcie złego PR jest obraźliwe i uwłaczające ich pracy. Spór się toczy i najprawdopodobniej nikt w nim nie zwycięży.
Statystycznie część managerów nie ma odpowiedniego wykształcenia i wiedzy, aby sprostać wyzwaniom tego stanowiska. Jednocześnie część z nich nie potrafi nawet odróżnić PR od reklamy, gdzie są to dziedziny, które mogą ze sobą współpracować, ale nie pokrywają się. Na studiach public relations teoretycznie dowiedzieć się można czym jest PR i, jak go jeść. Powstało wiele książek i wiele teorii o tym, czy jest PR. Praktycy próbują tam określić co znajduje się pod tą nazwą, ale nawet dla nich nie jest to proste. Dyscyplina ta jest tak szeroka i bogata, że nie da się jej jednym słowem czy ładną definicją skonkretyzować. Są bowiem osoby, które uważają PR jedynie za dodatek do promocji, która już z samej nazwy mówi czym jest. Inna grupa uznaje go za część, jakby poddział marketingu. W każdym z tych przypuszczeń jest kawałek prawdy, ponieważ public relations to zbór działań, które strategią i wiedzą wpływają i doprowadzają do poprawnego funkcjonowania firmy wewnętrznie oraz na rynku lokalnym bądź globalnym.
Black PR
Wracając do sformułowania „czarny” PR. Odnoszę wrażenie, że jest ono nadużywane głównie przez osoby nieświadomego czym właściwie jest public relations oraz przez grupy, które chcą mu zaszkodzić i oczernić. A uwierzcie mi takich nie brakuje. Podczas, gdy termin public relations nabiera negatywnego znaczenia inne współpracujące branże rosną w siłę. Zabrzmiało to dość kontrowersyjne, jakoby dziadziny PR, reklamy i marketingu toczyły wojnę. Nie tak miało to zabrzmieć, ale branże te rywalizują ze sobą trochę i trochę współpracują. Tak ten świat jest ułożony. Wszystko wynika ze złej definicji „czarnego” PR. Z samej nazwy jest on negatywnie nacechowany i nie brzmi zachęcająco. W powszechnej opinii public relations to taka czarna owca w świecie reklamy i marketingu. Działania, które sieją propagandę, stosują uniki i mieszają w głowie klienta. Błędne definiowanie tego czym zajmuje się PR-owiec skutkuje powstaniem stereotypu, często błędnego i niezgodnego z prawdą. W społeczeństwie pojawiają się takie określenia, jak sztuka manipulacji i propaganda oraz szafowanie prawdą. Takie ocenianie pracy PR-owca stawia ich w kłopotliwej sytuacji. Zmusza często do tłumaczenia się, ponieważ klienci stają się podejrzliwi dla kogoś kto według opinii publicznej, jest nieszczery i czyha na słabe strony społeczeństwa. Specjaliści PR na co dzień spotkać się mogą z niemiłymi słowami i niechęcią do współpracy głównie ze strony mediów. Przyczyną tego jest negatywne i złe postrzeganie PR-owca oraz błędna interpretacja jego znaczenia. Idealnie jednak nigdy nie jest. Ten specjalista, który chce być uczciwy i pracuje w duchu public relations, jako narzędzia pozytywnego, będzie musiał walczyć z opinią, która powstała przez osoby nie grające fair. Zdarzają się bowiem firmy, osoby, które poprzez działania PR chcą naprawić wątłą reputację, a także ukryć małe grzeszki i nieuczciwość.
Definiując „czarny” PR trzeba wziąć pod uwagę definicje, które znaleźć można w podręcznikach, oraz opinie specjalistów. Łącząc to wszystko w jedną całość dowiedzieć się można, że „czarny” PR to zaburzone działania wykorzystujące narzędzia i wiedzę public relations do wyeliminowania konkurencji. Atak na firmy z tego samego rynku to nieuczciwa walka, ponieważ rykoszet może trafić w nas. Działania „czarnego” PR mają na celu obniżyć morale firmy i jej opinię na rynku oraz zmniejszyć pozytywny image pracowników i produktów. Skutkuje to osunięciem się gruntu pod nogami konkurencji i zmniejsza jej pozycję na rynku. Poprzez podsuwanie klientom niesprawdzonych i często fałszywych lub mocno naciągniętych informacji psujemy opinię i wizerunek firmy.
Definicja definicją
Public relations ma wiele definicji i każda z nich jest poprawna. W zależności, jak autorzy odbierają działania PR tak ujęli te procesy. Są definicje, które zyskały popularność dzięki swojej prostocie i trafnemu dookreśleniu stereotypu i opinii, która krąży między ludźmi. Public relations to pewnego rodzaju umiejętność zarządzania czasem, ludźmi i wszystkim co specjalista ma pod ręką tak, aby powstało pozytywne i korzystne do obu stron powiązanie, akceptacja i współpraca między firmą a społeczeństwem. Kwestie sporne PR-owiec rozwiązuje poprzez analizę problemu i przy wsparciu władz firmy, a także na podstawie informacji i opinii publicznej. Reakcje na problemy również jest pomocna przy ich rozwiązaniu, ponieważ to właśnie emocje ludzi, których one dotykają doprowadzają do znalezienia źródła kłopotu. PR-owiec to taki odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku, ponieważ służy interesom społecznym oraz firmie, dla której pracuje, tak aby każdemu było dobrze. Można powiedzieć, że specjalista public relations to taki James Bond firmy. Ale w tym przypadku komunikacja międzyludzka i umiejętność rozmowy jest na wyższym poziomie niż u brytyjskiego agenta. Rozmowa i wyciągnie z niej odpowiednich wniosków to jedno z najważniejszych narzędzi PR-owca.
Odkąd w mediach i opinii publicznej pojawiło się pojęcie „czarny” PR to specjaliści z tej branży nie mają łatwego życia. Największym błędem jest niezrozumienie działania PR-owca, i tego, jakie ma on cele. W naszym społeczeństwie i rzeczywistości specjalista ds. public relations trafia do działu marketingu lub reklamy. Z zasady jest on osobną jednostką, która nie podlega żadnemu z tych działów ani wiedzą ani działaniami. Mylne interpretowanie zakresu pracy PR-owca skutkuje powstaniem złych opinii o jego pracy oraz pojęć takich, jak „czarny” PR. A jest on tylko wymysłem rynku, który nie chce, aby PR-owiec miał taki wpływa na opinię i dzięki jego działaniom poprawiła się jakość produktów oraz ich sprzedaż. Public relations ma na celu promowanie firmy i produktu, usług i przedstawienie marki w najlepszy sposób. Specjalista polega na dostarczeniu opinii publicznej, mediom rzetelnych informacji o danym produkcie, bo inaczej nie osiągnie swoich celów. Nie ma tutaj miejsca na tunelowe działanie, które podkopuje wiarę w pozytywny wizerunek, ponieważ traci na tym zarówno firma, jak i PR-owiec. Całe jego działanie i trud włożony w kampanię trafia do kosza. Każde narzędzie może być wykorzystane do tworzenia dobra i zła. Podobnie w branży PR znaleźć można czarne owce. Osoby te stosując nieetyczne praktyki, robią tej branży po prostu zły PR.
Podsumowanie
Krąży ogólna opinia, że osoby, które zhańbiły swój zawód brudnymi działaniami powinny zostać pozbawione prawa do jego wykonywania, ponieważ psucie opinii innym nie pomaga PR-owcom. Działania, wykonywane przez te „czarne owce” podkopują wiarę w skuteczność specjalisty ds. public relations. A co za tym idzie, każdy PR-owiec może być postrzegany, jako zła osoba czyhająca na czystą duszę klienta i jego portfel. A nie ma nic gorszego, jak kalanie własnego gniazda.
Ciężko nam sobie wyobrazić współczesny internet bez memów. Chwytliwe teksty, nietypowe obrazki czy filmiki są integralną częścią sieci. Ich popularność jest ogromna. Nic dziwnego, że marketing postanowił je zaadaptować i wykorzystać.
Czym jest mem? Niczym innym jak krótką, najczęściej zabawną informacją lub opinią w formie obrazka, filmiku, krótkiego tekstu, a nawet pojedynczego zwrotu lub tekstu. Ich popularność wiąże się z prostotą i chwytliwością – czyli cechami bardzo ważnymi w marketingu. Replikują się właściwie same. Ich powodzenie mierzy się w ilości udostępnień. Niektóre z nich na trwałe wchodzą w pewne kanony.
Jedne z najbardziej popularnych memów to charakterystyczne zdjęcie z białym tekstem napisanym fontem Impact z czarną obwódką. Mają one jednak swoje własne zasady. Szczególnie te obrazkowe mają pewien kanon, według którego powinno się och używać, a nawet swoje nazwy. Dlatego zanim wykorzystasz memy w działaniach marketingowych upewnij się, czy używasz właściwego obrazka. Tego typu błąd można porównać do literówki. Do pomocy mamy stronę knowyourmeme.com. Jest to największa baza memów z wytłumaczeniem ich znaczenia, historią i przykładami. Są one odpowiednio posegregowane. Najbardziej przydatne są działy „Confirmed” (potwierdzone) oraz „Popular” (popularne). W ten sposób możemy być pewni, że właściwie użyjemy danego obrazka, a także wyszukać te najbardziej lubiane przez internautów.
Jak stworzyć takiego mema? Na całe szczęście, nie musimy nawet korzystać z programów graficznych – na pomoc przychodzi nam Meme Generator. Ta prosta w obsłudze strona umożliwia nam w szybki sposób utworzyć swojego własnego mema, używając najbardziej popularnych obrazków, a także wyszukać te już gotowe.
Pod zakładką „Meme Images” możemy przejrzeć już gotowe obrazki utworzone przez użytkowników. Można je posegregować według popularności według tygodnia, miesiąca, roku i przez cały czas, a także przejrzeć najnowsze memy. Pod zakładką „Meme Characters” znajdują się „surowe” obrazki bez żadnego tekstu. Jest to najszybszy sposób, by znaleźć grafikę, którą chcemy wykorzystać. Pod zakładką „Meme Groups” znajdują się memy zebrane w kolekcje. Najczęściej pochodzą one z wątków na 4chanie, reddicie oraz komentarzy na YouTube. Mogą być przykładem dobrego ich wykorzystania. Jednak trzeba pamiętać, że dwa pierwsze serwisy to hermetyczne społeczności, dlatego niektóre z obrazków mogą być niezrozumiałe lub niesmaczne.
Najbardziej interesuje nas zakładka „Create” (stwórz). Za jej pomocą możemy szybko zrobić mema. Możemy korzystać z gotowych, popularnych, czystych grafik. Inną opcją jest skorzystanie z własnej grafiki i dodania odpowiedniego tekstu.
Należy pamiętać, że tekst na obrazku musi być krótki, prosty, chwytliwy i naturalny. Jeśli na siłę spróbujemy wystylizować tekst na młodzieżowy lub skorzystać ze slangu. Internauci szybko zweryfikują, czy mem jest wymuszony. Spotyka się to z bardzo negatywnym odzewem. Warto też pamiętać, że oprócz tych popularnych na całym świecie, mamy kilka swoich polskich memów. Jeśli przejrzysz kilka stron z popularnymi obrazkami, na pewno znajdziesz dużo inspiracji. Język memów jest bardzo swobodny, ale w marketingu trzeba pamiętać o umiarze. Wiele z nich używa ciętego, ostrego humoru. Można go właściwie wykorzystać, jednak należy być bardzo ostrożnym. Z kolei korzystając z gotowego mema należy sprawdzić jego aktualność. Użycie obrazka, który był popularny jakiś czas temu może spotkać się z lekceważeniem. Podczas tworzenia mema warto wziąć pod uwagę elementy popkultury, ale też aktualne wydarzenia.
Dobry mem trafia w określoną grupę odbiorców. Pomaga zbudować rozpoznawalność. Budują nić porozumienia, dzięki nim łatwiej nawiązać kontakt z odbiorcami. Przydają się w content marketingu, a także zdobywają ogromną popularność w mediach społecznościowych. Są naprawdę dobrym nośnikiem informacji. Najlepiej trafiają do młodych odbiorców, jednak memy łączą całe pokolenia korzystające z internetu.
Korzystanie z tego typu obrazków może przynieść naprawdę dużo korzyści. Grupa firm, która może z nich korzystać, jest naprawdę szeroka. Można też je wykorzystać do opisywania swojej własnej firmy w błyskotliwy i często zabawny sposób. Śmiejąc się z siebie zdobywamy zaufanie odbiorców. Trzeba jednak pamiętać o kilku zasadach. Zwykłe memy są tworzone spontanicznie, jednak te służące w celach marketingowych powinny być dokładnie przemyślane.
Łatwo się rozpraszasz, jesteś niezadowolony ze swojej produktywności, lubisz sprawdzać sam siebie lub potrzebujesz dodatkowej motywacji? Powodów, by korzystać z Ilys, jest wiele. Popularność tego narzędzia mówi sama za siebie.
Samo działanie Ilys jest bardzo proste. Pokazuje ono pojedynczo litery, które wpisujemy aż do momentu osiągnięcia przez nas ustalonego limitu. Cel? Skupić całą uwagę piszącego na tekście. Nie możemy sprawdzić tego, co piszemy, w trakcie korzystania z narzędzia – dopiero po skończeniu zadania możemy przejrzeć nasz tekst. Ma to na celu zwiększenie produktywności i zachęcenie do przejrzenia całości gotowego tekstu.
Wyniki są naprawdę zaskakujące. Wiele osób jest zdziwionych, że udało się tak szybko osiągnąć odpowiednią ilość tekstu. Zalet tego rozwiązania jest wiele. Po pierwsze, nie rozpraszasz się i siłą rzeczy piszesz szybciej. Po drugie, wyrzucasz z siebie po prostu potok słów, a właściwie liter. Wspomaga to kreatywne pisanie. Dlatego Ilys jest narzędziem polecanym dla autorów, którzy piszą to, co po prostu mają w głowie. Kolejną zaletą jest to, że tekst, nad którym aktualnie się pracuje, można przejrzeć dopiero po napisaniu całości. Ilys nie poprawia naszych literówek, nie posiada żadnej formy autokorekty. Dzięki temu zmusza nas do przejrzenia naszego dzieła, z czym wiele osób może mieć problem.
Dużą zaletą tego narzędzia jest możliwość zapisania kilku projektów i uruchamiania wielu sesji pisarskich. W ten sposób możemy swobodnie pracować nad kilkoma tekstami lub całymi seriami tekstów czy większym tekstem. Aplikacja jest dostępna za darmo z limitem 3000 znaków. Na szczęście cena za limitowany dostęp nie jest wygórowana – wystarczy 10 dolarów, by uzyskać swobodny dostęp do Ilys na najbliższy miesiąc.
Kreatywność jest bardzo ważna przy pisaniu tekstów marketingowych. Internauci nie chcą czytać tekstów suchych, wymuszonych. We współczesnym marketingu stawia się na wyobraźnię i emocje. Dobry tekst marketingowy sięga po całą gamę pozytywnych ludzkich uczuć: podekscytowanie, rozmarzenie, pożądanie, radość, szczęście, bezpieczeństwo i inne. Jednak nie warto tworzyć całych literackich konstrukcji: warto postawić na prostotę. Budować wiarygodność i przekazywać rzetelne informacje. Wszystko powinno się mieścić we wcześniej opracowanej strategii marketingowej.
W nowoczesnym marketingu świetnie sprawdza się storytelling. Każdy z nas pamięta, jak na lekcjach czy prezentacjach wciągały nas ciekawo opowiedziane historie. Świetne wpływa to na naszą wyobraźnię i pozwala szybciej zapamiętać dany produkt czy usługę. Dobry storytelling potrafi wciągnąć odbiorcę w dialog. Nasz potencjalny klient może poczuć się częścią wspólnej misji, czegoś ważnego. Teksty pisane w koncepcji storytellingu często cechują się dużą kreatywnością i przyciąganiem uwagi. Suche wychwalanie swojego produktu jako najlepszego na rynku nie odnosi tak skutecznych efektów jak ubieranie jego walorów w oryginalną historię, która zapadnie w pamięć.
Ilys można świetnie wykorzystać w każdym rodzaju pisania kreatywnym. Na pewno bardzo dobrze sprawdzi się w storytellingu dzięki swobodnemu przepływowi myśli na wirtualny papier. W ten sposób łatwo uzyskamy niewymuszoną historię. Minimalistyczny design i skupienie tylko na pisaniu sprzyja popuszczeniu wodzy wyobraźni. Dodając do tego skupienie, które łatwo uzyskać pracując z Ilys, możemy w łatwy sposób zbudować naprawdę dobry tekst marketingowy. Wbrew pozorom, minimalizujemy też ilość błędów. O ile pisząc z edytorami łatwo unikniemy błędów ortograficznych, tak tylko dokładne przejrzenie napisanego tekstu pozwoli wyeliminować błędy stylistyczne, gramatyczne i składniowe. Pomoże też poprawić zbyt złożone zdania, utrzymać konsekwencję w tekście, przejrzeć kompozycję.
Ilys pomoże napisać ciekawy, oryginalny tekst w krótkim czasie. Czego osoba tworząca treści może chcieć więcej? Każdy, kto poważnie zajmuje się tworzeniem tekstów powinien wypróbować to narzędzie. Ilys udowadnia, że proste pomysły są najlepsze. Pomoże zarówno autorom blogów lifestyle'owych, jak i branżowych, czy nawet piszącym opisy produktów.
