Aż PR-owiec

Często, kiedy zaczyna się zdanie od słów – „Jestem PR-owcem.” – każdy słyszy, że zajmujesz się reklamą, promocją i tym wszystkim czym w firmie zajmuje się marketingowiec. Cała gama profesji zamknięta w jednym słowie. Takie mylne skojarzenia utwierdziły się w społeczeństwie, ponieważ nikt ich nie koryguje. Nawet jeśli ktoś widzi ten błąd woli dla świętego spokoju machnąć ręką, aniżeli męczyć się nad tłumaczeniem różnic i podobieństw, bo takich nie brakuje. Najważniejszym jest zrozumieć, że dziedziny te krążą wokół podobnego tematu i współpracują ze sobą. Sprawa ta dotyczy również dziennikarzy, ponieważ PR-owiec równie często mylony jest z pracownikiem mediów. Owszem specjalista ds. public relations potrafi pisać depesze i posługiwać się językiem polskim, a przynajmniej powinien, ale to nie znaczy, że jest dziennikarzem.

Wiele jest zbieżności tych profesji, jak między innymi metody pracy, dążenie często do tych samych celów oraz techniki i narzędzia, jakimi się posługują. Zarówno dziennikarz, marketingowiec i PR-owiec mają podobne grupy docelowe i adresatów informacji. Wszystkie trzy grupy bazują na komunikacji, która jest ich podstawowym narzędziem pracy.

W oczach przeciętnego człowieka dziennikarz większość czasu spędza na pisaniu tekstów, przeglądzie prasy i wywiadach. Jest to taki bardzo duży skrót stereotypowych zadań dziennikarza, ale również po części PR-owca. On według tego samego człowieka, także spędza większość dnia na pisaniu tekstów, ale nie oznacza to, że jest dziennikarzem. Jeden i drugi zawód bazuje na słowach i tym, co z nich stworzy. Największą i podstawową różnicą między dziennikarzem a specjalistą ds. public relations jest forma komunikatu, tzn. tego co w danym tekście chce przekazać i, jak to robi.

Nie jestem dziennikarzem

Specjalista ds. public relations wie, jak posługiwać się słowem, ponieważ jest to jego źródło utrzymania. Jednak inaczej niż w przypadku dziennikarza stosuje on konkretne teksty takie, jak – notki prasowe, pamflety, wywiady promocyjne, publikacje w prasie, teksty broszurowe. Wszystkie te teksty znajdują się w szufladzie oznaczonej „materiały promocyjne”. Wszelkie artykuły, które zamknięte są na klucz pod napisem „teksty promocyjne” są odpłatne. Zlecenie na tego typu teksty pozwalają profesjonaliście tak operować słowem, aby osiągnąć zamierzony cel. Dziennikarz natomiast tylko trochę skupia się na tym, aby nie zszargać dobrego imienia firmy, ale swoimi tekstami nie buduje jej wizerunku. Dziennikarz nie jest od tego, aby wydawać opinie na jakiś tematy, tylko po to, aby rzetelnie i obiektywnie przekazać informację polityczną, społeczną, kulturalną czy sportową. Jego słowa nie wpływają w takim znaczący sposób na opinię publiczną, jak słowa PR-owca, który swoją działalnością ma dotrzeć do świadomości, stworzyć postawę i wpłynąć na ocenę faktów oraz nastawienie odbiorcy. Dziennikarskie teksty mają swoje zdane, tzn. dotrzeć do czytelnika, słuchacza, widza w sposób śmieszny, poważny albo odwołać się do jego inteligencji, w zależności od tego z, jaką dziedziną mamy do czynienia. Natomiast teksty PR, mają być opiniotwórcze, a raczej tak wpłynąć na odbiorcę, aby pomyślał to co PR-owiec chce.

Wspólnym celem dziennikarza i specjalisty ds. public relations jest dotarcie ze swoją informacją do odbiorcy i wpłynąć jej treścią na pozycję firmy na rynku oraz, co jest bardzo ważne, a o czym nie tak często się mówi, osiągnąć cele ekonomiczne. Dobre teksty się sprzedają, a co za tym idzie autor i firma zarabia. Pensja jest często najważniejszym czynnikiem wpływającym na chęci i jakość tekstów, ponieważ tam, gdzie nie ma pieniędzy po prostu mniej się chce pracować. Dla PR-owca ważne są informacje, które kształtują wizerunek firmy i pozytywnie wpływają na jej pozycję, reszta tekstów jest wyrzucana do kosza. Dla dziennikarza ważne są informacje, z których może powstać dobry tekst i mniejsze ma tutaj znaczenie wpływ na pozycję firmy. Każdy z tych specjalistów chce, aby jego teksty zrobiły coś dobrego, czy to dla firmy czy dla klientów czy dla nich samych, ważne, aby przyniosły wymierne korzyści. Zarówno dziennikarz, jak i specjalista ds. public relations wkładają dużo pracy w zapoznanie się z tematem, analizę informacji, a dopiero potem w sam tekst. Mimo, że jest między nimi wiele różnić, mają kilka podobieństw. Jedną z nich jest chociażby codzienna czynność, bez której nie można dobrze rozpocząć dnia. O co chodzi? Oczywiście o zapoznanie się z fascynującą lekturą, zwaną przeglądem prasy. Każdy dziennikarz czyta poranne wiadomości i każdy PR-owiec zapoznaje się z tym, co nowego w trawie piszczy.

Marketing?

Jest jeszcze jedna dziedzina życia, która jest równie często mylona z PR, jak dziennikarstwo, a mianowicie marketing. Wszyscy, nie wiedzieć dlaczego, wrzucają te trzy grupy zawodowe do jednego worka, podczas gdy różnią się one diametralnie. Mają podobieństwa, jak już wcześniej napisałam o dziennikarstwie i PR, ale nie można ich uznać za jedną dziedzinę i używać nazw zamiennie. Zatrudnianie specjalisty ds. public relations na stanowisko w dziale promocji lub marketingu to najczęściej popełniany błąd. Najlepiej jest wbić sobie do głowy, że PR to nie jest promocja, PR to nie jest marketing oraz, że PR to nie jest dziennikarstwo. Trzy proste zasady ułatwiające poruszanie się w tym świecie.

Trudno jest, jak już kiedyś pisałam, w kilku słowach czy zdaniach zdefiniować czym jest PR. Dlatego nie łatwo jest odpowiadać na pytania i tłumaczyć, czym zajmuje się i kim jest PR-owiec. Uważam, że najprościej jest powiedzieć na opak, czym nie zajmuje się PR-owiec, kim nie jest i z czym nie można go mylić. Mianowicie, PR-u nie można mylić z promocją, a promocji nie można wiązać z marketingiem. Przez taki sznurek połączeń powstaje najczęściej stwierdzenie, że PR to reklama, a nią nie jest. Ideą public relations nie jest tworzenie kampanii reklamowych i zachęcanie w prosty sposób, ludzi do kupna produktu czy usługi. Takie spłycanie sensu działania PR-owca uwłacza jego umiejętnościom i pracy. Bowiem reklama jest odpowiedzialna za oczywiste pokazanie produktu i usługi, natomiast public relations idzie dalej i wychodzi do klienta słowem, obrazem, w taki sposób, że nie czuje się osaczony. Buduje wokół produktu pewną historię i dzięki dobrze dobranym słowom wpływa na opinię publiczną, używa emocji, aby dotrzeć bezpośrednio do odbiorcy. To dzięki działaniom PR marka może zostać wykreowana. Dopiero po tej fazie, do gry wchodzi reklama, której zadaniem jest utrzymać stworzoną przez specjalistę ds. public relations pozycję.

Wracając do różnić między PR, a marketingiem. Oba działy działają w jednej firmie i nie wykluczają się, ale podobnie, jak w przypadku promocji, uzupełniają, albo chociaż nie przeszkadzają sobie. System informacji public relations obejmuje i bazuje na polityce firmy i celach zarządu. Istotne są tutaj zadania, jakie wyznaczają władze danego przedsiębiorstwa, ponieważ to od nich zależy, w jakim kierunku ma pójść PR-owiec i, jaki będzie stosunek firmy do otoczenia. Natomiast dział marketingu bazuje na porozumieniu firmy z kontrahentami. Zajmują się oni dostosowaniem organizacji do wymogów rynku oraz tworzą możliwości rynku zbytu. To na pracy marketingowca opiera się sprzedaż, tzn. ta część związana z pierwszym ruchem, czyli nawiązaniem kontaktu i przedstawieniu firmy z dobrej strony. W zasadzie z takiej strony, z jakiej kontrahent chce ją widzieć. Ruch PR- owca opiera się o opinię publiczną i dostosowanie polityki firmy, oraz zdania zarządu do ogólnej opinii w wewnątrz firmy i poza nią. Jego zadaniem jest stworzenie takiego wizerunku, jakiego oczekują władze tak, aby był on przyjazny dla pracowników i odbiorców z zewnątrz. Mimo, że rzadko się o tym mówi, jednym z działań specjalisty ds. public relations jest utrzymanie dobrych relacji na stopie pracowniczej i między klientem, a marką. Ciągłe utrzymywanie ręki na pulsie i przekazywanie informacji oraz czuwanie nad ich przebiegiem to jeden z etapów utrzymywania pozytywnych relacji.

Podsumowanie

Public relations swoją działalnością wpływa na emocje otoczenia i buduje zaufanie do firmy. Jest to baza bez, której pozostałe działy nie mają szansy ruszyć swojej pracy. Zaufanie do marki, które stworzy PR-owiec daje grunt do pracy marketingowca. Rynek zbytu nie będzie współpracował z firmą, która nie ma pozytywnego wizerunku, ponieważ kontrahentom się to nie opłaca. Wniosek jest jeden, wszystkie działy nie mogą zlewać się w jeden, ale nie mogą się również wykluczać, ponieważ jeden bez drugiego po prostu nie istnieje. Są zależne od siebie jeśli chodzi o współpracę. PR wspiera akcje promocyjne, które mają na celu wprowadzenie jakiegoś produktu na rynek lub po prostu przypomnienie klientom o jego istnieniu. Budując pozytywny wizerunek marki i poszczególnych jej elementów zmusza klienta do jej zapamiętania. Dzięki takim akcjom zapomniane produkty wracają, w pięknym stylu, na rynek, a nowe produkty nie dają o sobie zapomnieć.

Każda branża ma swoje odwieczne i zawsze zostające bez odpowiedzi pytania, które zadają sobie osoby zakładające firmy, szefowie korporacji i blogerzy. Każdy z nich toczy wewnętrzną walkę między profesjonalnym podejściem, a wybraniem laika, który ma predyspozycje. Zawodowy PR-owiec jest pewną inwestycją, która na pewno się opłaci i zwróci z nawiązką. Działania, które pomogą sprzedać produkty, usługi i wypromować je wykonane przez profesjonalistę są strzałem w dziesiątkę.

Dlaczego zatrudnić zawodowca?

Przede wszystkim słowo „zawodowiec’ kojarzy się z pewną inwestycją, z przekonaniem, że kiedy zatrudnisz taką osobę nie musisz się już o nic martwić bo blog, firma i produkty są w doskonałych rękach. Współpraca z profesjonalnym
PR-owcem jest inwestycją, która szybko się zwróci. Zamiast bezpiecznej opcji zawodowca wybrać można kogoś kto takim siebie nazywa, ale nic poza tym. Wszystko toczy się wokół doświadczenia, kontaktów i wiedzy, jaką musi posiadać wykształcony i dobry specjalista.

Poszukiwania należy zacząć od sporządzenia listy potencjalnych kandydatów. Najlepszym źródłem informacji jest sieć, gdzie aż roi się od tanich, wyśmienitych i pełnych pomysłów PR-owców. Trochę w tym ironii, ponieważ to co czytamy w Internecie, nie zawsze jest prawdą. Bardzo łatwo dodać sobie doświadczenia oraz wzmocnić swoje wykształcenie licząc, że nikt tego nie sprawdzi. Drugą szansą na zatrudnienie dobrego fachowca jest zasięgnięcie języka. Osoby polecone przez kogoś znajomego bądź współpracowników mogą być bardziej odpowiedni niżeli firmy znalezione w sieci. Spoczywa na nich odpowiedzialność polecenia i nie chcą zrujnować swojej opinii. Zazwyczaj profesjonaliści z polecenia oferują dogodne ceny i zawodowe, indywidualne podejście do klienta.

Wstępne porozumienie

Zacząć trzeba od rozmowy, już po kilku minutach można się zorientować z kim masz do czynienia. Profesjonalista odpowie na każde pytanie bez najmniejszego zająknięcia, a człowiek, który się na tym nie zna, a tylko udaje, że coś potrafi nie będzie mógł niczego powiedzieć o podstawowych pojęciach. Zadawanie wielu pytań ułatwi selekcję i pomoże określić warunki współpracy. Najważniejsze jest porozumienie w sprawie wymagań, zarówno klienta, jak i fachowca. Podstawową różnicą między laikiem a zawodowym PR-owcem jest ilość i treść pytań, jakie wyjdą z jego ust. To tutaj, w tym momencie rozmowy wiadomo z kim rozmawiasz. Nie trudno się domyśleć, że człowiek z profesjonalnym podejściem i odpowiednią wiedzą będzie się dopytywał o szczegóły i informacje potrzebne do kampanii. Zapewne nie skończy się na jednej rozmowie telefonicznej, ponieważ nie możliwe jest, aby podczas kilkudziesięciu minut dowiedzieć się wszystkiego na temat wymagań, oczekiwań, firmy, produktu i grupy docelowej. Pomocnym trikiem jest poproszenie przyszłego pracownika o przedstawienie poprawek i własnych przemyśleń na temat materiałów marketingowych Twojej firmy. Specjalista podejdzie do sprawy ze starannością i przedstawi konkretne działania.

Specjalistyczna wiedza i studia z zakresu public relations to jeszcze nie wszystko, co powinien mieć dobry PR-owiec. Zdobywanie wiedzy praktycznej i badanie rynku nie tylko polskiego ale również zagranicznego, oraz poszerzanie swojej wiedzy to kluczowe działania zawodowca. Najważniejsze jednak jest, aby styl tworzonych przez niego działań oraz ich skutki odpowiadały tobie, jako pracodawcy. Wszystko skupia się na jednolitej wizji i podobnym punkcie widzenia. Można to żartobliwie nazwać „porozumieniem dusz”.

Większość specjalistów potrafi się dostosować i pracować dla klienta w różnych stylach. Taka cecha jest ważna, ponieważ dzięki niej rozszerza się grono współpracowników, z którymi można stworzyć niejedno dzieło z różnych dziedzin. Każdy z nich ma jednak swój własny styl, w którym czuje się najlepiej. Odpowiednie dopasowanie zawodowca do potrzeb klienta polega na znalezieniu mocnych i słabych stron, a co za tym idzie pracy na najwyższym poziomie.

Dobrze wykonana praca

Każdy z klientów ma swoje wymagania i przed zatrudnieniem fachowca należy zapoznać się z jego pracą. Polegać trzeba na tym, co dana osoba sama nam pokaże i, jakie ma osiągnięcia. Dobrze wykonana praca, akcja promocyjna, kampania itd. Mają swoje cechy charakterystyczne, dlatego na wstępie najlepiej jest wiedzieć, jak powinna wyglądać dobra praca PR-owca w danej branży. Podczas oceny przykładowych prac można sprawdzać je z punktami, które podpowiadają idealny wygląd kampanii.

Przede wszystkim liczy się przejrzystość przykładowej pracy, podział na etapy tak, aby nawet ktoś kto mało wie na temat PR wiedział o co chodzi i mógł się odnaleźć. Nie po to bowiem, zatrudniamy specjalistę, żeby wchodzić w jego kompetencje, ale po to, żeby oszczędzić sobie nauki i studiów public relations. Wszystko co znajduje się w pokazowej kampanii powinno przyciągać uwagę i zachęcać do działania. Grupa docelowa i wszystkie dane mają być przystępnie przedstawione. PR-owiec musi zdawać sobie sprawę, że od tego, w jaki sposób zaprezentuje swoją przykładową prezentację i analizę danego rynku zależy, czy dostanie zlecenie.

Dlatego profesjonalista podejdzie do napisania, zbierania danych, ich analizy i stworzenia pomysłu, jak do kampanii, którą już dostał. Tutaj zaczyna się kluczowa rola zatrudniającego. Musi mieć on pewność, że wszystko co dostał od PR-owca nie jest plagiatem czy kopią zaczerpniętą z np. Internetu. Podobnie, jak w innych branżach praca specjalisty nie powinna być okraszona żargonem, przekleństwami i wszystkim tym, co uchodzi w społeczeństwie za wulgarne. Oczywiście pojawiają się kontrowersyjne kampanie, ale przeciętna firma nie może sobie na taki rozgłoś pozwolić. To już domena gigantów. Podczas okresu próbnego, kiedy wybieramy profesjonalistę, który zorganizować ma i czuwać nad rozwojem akcji promocyjnej, marketingiem itd. najlepiej zaufać intuicji i suchym faktom. Teoretycznie jedno wyklucza drugie, ale tylko pozornie. Mieć tak zwanego „nosa” do człowieka to idealny początek przy rozmowach kwalifikacyjnych. Dopiero potem można zawierzyć suchym faktom, który widzimy w CV oraz portfolio kandydata.

Referencje, referencje i jeszcze raz referencje

Wspomniane wyżej doskonałe wyczucie człowieka i suche fakty to bardzo dobre podejście do przyszłego pracownika, ale referencje to krok, o którym nie można zapomnieć. Należy poprosić kandydata na profesjonalistę o przykładowe prace, o czym już również była mowa wyżej, oraz rekomendacje od poprzednich pracodawców. Na tym etapie natychmiast zrobi się luźniej. Większość „specjalistów” liczy na to, że miłą aparycją i tym co zapisali w CV podbiją serca i głowy pracodawcy. Często wygląda to tak, że nie mają doświadczenia na tyle bogatego i znaczącego, żeby mierzyć się z powierzonym zadaniem. Po czym poznać profesjonalistę? Po to czy ucieknie z krzykiem i zmieszaną miną, kiedy poprosić o referencje, czy zostanie i ze spokojem wskaże, że na następnej stronie znajduje się list polecający bądź cokolwiek co świadczy o tym, że jego praca w poprzednich latach była udana.

Z kim ja pracuję?

Znalezienie PR-owca, z którym chce się pracować graniczy, prawie, z cudem. Musi on posiadać kilka cech wrodzonych i wyuczonych przez pracę z ludźmi. Przede wszystkim ważna jest komunikacja, musi on jasno wyrażać swoje potrzeby i oferować konstruktywną krytykę. Oczywiście, musi ją również przyjmować ze spokojem i chęcią poprawy. Zrozumienie potrzeb drugiej strony leży w gestii profesjonalisty. Z pracodawcą nie można się kłócić, jedynie wyrazić w zgrabny sposób swoje zdanie i liczyć na dobry odbiór. Wielu kandydatów na stanowisko PR-owca, ale nie tylko, boi się pytać. Uważają bowiem, że manifestują przez to swoją niewiedzę.

Nic bardziej mylnego, bowiem kto pyta nie błądzi. Zazwyczaj na koniec rozmowy kwalifikacyjnej słyszymy od pracodawcy „czy ma Pani/Pan jakieś pytania”. Jest to idealny moment na pokazanie, że uważnie słuchałeś i, jako przyszły członek zespołu chcesz wyjaśnić kilka niepewności. Sygnałem alarmowym dla osoby zatrudniającej powinno być również to, kiedy zawodowy PR-owiec na wszystko się zgadza. Owszem buduje to w jakiś sposób ego, ale nie o to chodzi. Profesjonalny PR-owiec, który ma wystarczająco dużo wiedzy i doświadczenia nie będzie potakiwał, jak marionetka. Powinien być w stanie udzielić kilku rad związanych z firmą i jej przyszłą promocją.

Jak się Państwu układa współpraca?

Aby uniknąć rozczarowań warto skoncentrować się na sednie sprawy już od samego początku. Przysłowiowy diabeł tkwi bowiem w szczegółach i mijanie się z terminami czy nieprecyzyjnie wykonana analiza rynku, błędy merytoryczne albo pensja z kosmosu to elementy, których można uniknąć tylko przy współpracy na podstawie umowy. Wszystkie wymagania i indywidualne prośby pracodawcy lub profesjonalisty zwarte w umowie nie podlegają później żadnej dyskusji. Dokument ten zawiera także charakter pracy, terminy jej wykonania z podziałem na fazy bądź tylko końcową datę realizacji projektu, wielkość stawki i czas rozliczenia. Istotnym punktem umowy jest zdanie o zachowaniu poufności i cesje prawne. Warto zaznaczyć, jakie są konsekwencje prawne jeśli jakiekolwiek dane ‘wyciekną” na rynek bez zgody pracodawcy.

Praca profesjonalnego PR-owca jest dużym wysiłkiem umysłowym i liczyć się trzeba z tym, że potrzebuje on wsparcia osób trzecich z firmy dla, której będzie pracował. Trzeba się upewnić, że ma on dostęp do wszelkich, potrzebnych mu do pracy, informacji, materiałów marketingowych, specyfikacji produktów i planu marketingowego firmy. PR-owiec musi zapoznać się z danym rynkiem i konkretnie z Twoim biznesem. Przede wszystkim, jakie produkty lub usługi oferuje firma, jakie pozycje błyszczą na rynku, a które potrzebują poprawek i dlaczego oraz, jakie są długo i krótkoterminowe cel. Bez potrzebnych informacji PR-owiec pracować będzie po omacku, a to nie przyniesie oczekiwanych skutków.

Jednym słowem

Zdecydowanie lepiej jest zatrudnić profesjonalistę niżeli kogoś, kto jest przypadkiem na rozmowie kwalifikacyjnej. Doświadczenie, dociekliwość i odpowiednia wycena przemawiają za zawodowym podejściem do sprawy. Mimo, że często za zatrudnieniem kogoś stoi kwestia finansowa, naprawdę warto jest zainwestować większe pieniądze i dostać to, czego się oczekuje. Mała stawka najczęściej oznacza kogoś zdesperowanego bądź nieznającego swojej branży. Stawiać należy na profesjonalistę z dorobkiem zawodowym, wykształceniem i cóż, ceniącego swoją pracę.

Czym właściwie jest public relations?

Nad tym pytaniem zastanawia się każdy kto styczność z tą branżą miał, ale także te osoby, które nie mają o niej zielonego pojęcia. Większość nie-specjalistów uważa PR za coś brudnego, uznaje go za dziedzinę spiskową, negatywną. Po prostu tylko czarny PR. A to wcale nie jest tak. Opinie tego typu powstają na nieznajomości tematu i definicji. Nie pracując i nie poruszając się w świecie PR można odnieść mylne wrażenie, że są to ludzie, którzy manipulują, krzywdzą opinią i kształtują podstępem opinię publiczną. Jak zawsze we wszystkim, tak i tutaj jest ziarnko prawdy. Z tą różnicą, że PR wpływa słowem i emocjami na opinię społeczeństwa, ale nie można pod żadnym pozorem powiedzieć, że robi to nieetycznie. Chyba, że chce się bardzo PR-owca zdenerwować.

Generalnie studia kierunkowe public relations dają wiedzę potrzebną przy pracy w branży PR, ale zahaczają również o marketing i reklamę. Wiedza, jaką posiada taka osoba jest na tyle wystarczająca, żeby móc rozpocząć pracę na odpowiednim stanowisku. Jednak nauka PR-owca nie kończy się na studiach, bez ciągłego dokształcania i zdobywania nowej wiedzy nie zrobi kariery. Aby móc się wypowiadać na temat „czarnego” czy „białego” PR trzeba tę wiedzę posiadać. Granica między tymi określeniami jest bardzo cienka, a dla niektórych osób pojęcie złego PR jest obraźliwe i uwłaczające ich pracy. Spór się toczy i najprawdopodobniej nikt w nim nie zwycięży.

Statystycznie część managerów nie ma odpowiedniego wykształcenia i wiedzy, aby sprostać wyzwaniom tego stanowiska. Jednocześnie część z nich nie potrafi nawet odróżnić PR od reklamy, gdzie są to dziedziny, które mogą ze sobą współpracować, ale nie pokrywają się. Na studiach public relations teoretycznie dowiedzieć się można czym jest PR i, jak go jeść. Powstało wiele książek i wiele teorii o tym, czy jest PR. Praktycy próbują tam określić co znajduje się pod tą nazwą, ale nawet dla nich nie jest to proste. Dyscyplina ta jest tak szeroka i bogata, że nie da się jej jednym słowem czy ładną definicją skonkretyzować. Są bowiem osoby, które uważają PR jedynie za dodatek do promocji, która już z samej nazwy mówi czym jest. Inna grupa uznaje go za część, jakby poddział marketingu. W każdym z tych przypuszczeń jest kawałek prawdy, ponieważ public relations to zbór działań, które strategią i wiedzą wpływają i doprowadzają do poprawnego funkcjonowania firmy wewnętrznie oraz na rynku lokalnym bądź globalnym.

Black PR

Wracając do sformułowania „czarny” PR. Odnoszę wrażenie, że jest ono nadużywane głównie przez osoby nieświadomego czym właściwie jest public relations oraz przez grupy, które chcą mu zaszkodzić i oczernić. A uwierzcie mi takich nie brakuje. Podczas, gdy termin public relations nabiera negatywnego znaczenia inne współpracujące branże rosną w siłę. Zabrzmiało to dość kontrowersyjne, jakoby dziadziny PR, reklamy i marketingu toczyły wojnę. Nie tak miało to zabrzmieć, ale branże te rywalizują ze sobą trochę i trochę współpracują. Tak ten świat jest ułożony. Wszystko wynika ze złej definicji „czarnego” PR. Z samej nazwy jest on negatywnie nacechowany i nie brzmi zachęcająco. W powszechnej opinii public relations to taka czarna owca w świecie reklamy i marketingu. Działania, które sieją propagandę, stosują uniki i mieszają w głowie klienta. Błędne definiowanie tego czym zajmuje się PR-owiec skutkuje powstaniem stereotypu, często błędnego i niezgodnego z prawdą. W społeczeństwie pojawiają się takie określenia, jak sztuka manipulacji i propaganda oraz szafowanie prawdą. Takie ocenianie pracy PR-owca stawia ich w kłopotliwej sytuacji. Zmusza często do tłumaczenia się, ponieważ klienci stają się podejrzliwi dla kogoś kto według opinii publicznej, jest nieszczery i czyha na słabe strony społeczeństwa. Specjaliści PR na co dzień spotkać się mogą z niemiłymi słowami i niechęcią do współpracy głównie ze strony mediów. Przyczyną tego jest negatywne i złe postrzeganie PR-owca oraz błędna interpretacja jego znaczenia. Idealnie jednak nigdy nie jest. Ten specjalista, który chce być uczciwy i pracuje w duchu public relations, jako narzędzia pozytywnego, będzie musiał walczyć z opinią, która powstała przez osoby nie grające fair. Zdarzają się bowiem firmy, osoby, które poprzez działania PR chcą naprawić wątłą reputację, a także ukryć małe grzeszki i nieuczciwość.

Definiując „czarny” PR trzeba wziąć pod uwagę definicje, które znaleźć można w podręcznikach, oraz opinie specjalistów. Łącząc to wszystko w jedną całość dowiedzieć się można, że „czarny” PR to zaburzone działania wykorzystujące narzędzia i wiedzę public relations do wyeliminowania konkurencji. Atak na firmy z tego samego rynku to nieuczciwa walka, ponieważ rykoszet może trafić w nas. Działania „czarnego” PR mają na celu obniżyć morale firmy i jej opinię na rynku oraz zmniejszyć pozytywny image pracowników i produktów. Skutkuje to osunięciem się gruntu pod nogami konkurencji i zmniejsza jej pozycję na rynku. Poprzez podsuwanie klientom niesprawdzonych i często fałszywych lub mocno naciągniętych informacji psujemy opinię i wizerunek firmy.

Definicja definicją

Public relations ma wiele definicji i każda z nich jest poprawna. W zależności, jak autorzy odbierają działania PR tak ujęli te procesy. Są definicje, które zyskały popularność dzięki swojej prostocie i trafnemu dookreśleniu stereotypu i opinii, która krąży między ludźmi. Public relations to pewnego rodzaju umiejętność zarządzania czasem, ludźmi i wszystkim co specjalista ma pod ręką tak, aby powstało pozytywne i korzystne do obu stron powiązanie, akceptacja i współpraca między firmą a społeczeństwem. Kwestie sporne PR-owiec rozwiązuje poprzez analizę problemu i przy wsparciu władz firmy, a także na podstawie informacji i opinii publicznej. Reakcje na problemy również jest pomocna przy ich rozwiązaniu, ponieważ to właśnie emocje ludzi, których one dotykają doprowadzają do znalezienia źródła kłopotu. PR-owiec to taki odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku, ponieważ służy interesom społecznym oraz firmie, dla której pracuje, tak aby każdemu było dobrze. Można powiedzieć, że specjalista public relations to taki James Bond firmy. Ale w tym przypadku komunikacja międzyludzka i umiejętność rozmowy jest na wyższym poziomie niż u brytyjskiego agenta. Rozmowa i wyciągnie z niej odpowiednich wniosków to jedno z najważniejszych narzędzi PR-owca.

Odkąd w mediach i opinii publicznej pojawiło się pojęcie „czarny” PR to specjaliści z tej branży nie mają łatwego życia. Największym błędem jest niezrozumienie działania PR-owca, i tego, jakie ma on cele. W naszym społeczeństwie i rzeczywistości specjalista ds. public relations trafia do działu marketingu lub reklamy. Z zasady jest on osobną jednostką, która nie podlega żadnemu z tych działów ani wiedzą ani działaniami. Mylne interpretowanie zakresu pracy PR-owca skutkuje powstaniem złych opinii o jego pracy oraz pojęć takich, jak „czarny” PR. A jest on tylko wymysłem rynku, który nie chce, aby PR-owiec miał taki wpływa na opinię i dzięki jego działaniom poprawiła się jakość produktów oraz ich sprzedaż. Public relations ma na celu promowanie firmy i produktu, usług i przedstawienie marki w najlepszy sposób. Specjalista polega na dostarczeniu opinii publicznej, mediom rzetelnych informacji o danym produkcie, bo inaczej nie osiągnie swoich celów. Nie ma tutaj miejsca na tunelowe działanie, które podkopuje wiarę w pozytywny wizerunek, ponieważ traci na tym zarówno firma, jak i PR-owiec. Całe jego działanie i trud włożony w kampanię trafia do kosza. Każde narzędzie może być wykorzystane do tworzenia dobra i zła. Podobnie w branży PR znaleźć można czarne owce. Osoby te stosując nieetyczne praktyki, robią tej branży po prostu zły PR.

Podsumowanie

Krąży ogólna opinia, że osoby, które zhańbiły swój zawód brudnymi działaniami powinny zostać pozbawione prawa do jego wykonywania, ponieważ psucie opinii innym nie pomaga PR-owcom. Działania, wykonywane przez te „czarne owce” podkopują wiarę w skuteczność specjalisty ds. public relations. A co za tym idzie, każdy PR-owiec może być postrzegany, jako zła osoba czyhająca na czystą duszę klienta i jego portfel. A nie ma nic gorszego, jak kalanie własnego gniazda.

 

Ciężko nam sobie wyobrazić współczesny internet bez memów. Chwytliwe teksty, nietypowe obrazki czy filmiki są integralną częścią sieci. Ich popularność jest ogromna. Nic dziwnego, że marketing postanowił je zaadaptować i wykorzystać.

Czym jest mem? Niczym innym jak krótką, najczęściej zabawną informacją lub opinią w formie obrazka, filmiku, krótkiego tekstu, a nawet pojedynczego zwrotu lub tekstu. Ich popularność wiąże się z prostotą i chwytliwością – czyli cechami bardzo ważnymi w marketingu. Replikują się właściwie same. Ich powodzenie mierzy się w ilości udostępnień. Niektóre z nich na trwałe wchodzą w pewne kanony.

Jedne z najbardziej popularnych memów to charakterystyczne zdjęcie z białym tekstem napisanym fontem Impact z czarną obwódką. Mają one jednak swoje własne zasady. Szczególnie te obrazkowe mają pewien kanon, według którego powinno się och używać, a nawet swoje nazwy. Dlatego zanim wykorzystasz memy w działaniach marketingowych upewnij się, czy używasz właściwego obrazka. Tego typu błąd można porównać do literówki. Do pomocy mamy stronę knowyourmeme.com. Jest to największa baza memów z wytłumaczeniem ich znaczenia, historią i przykładami. Są one odpowiednio posegregowane. Najbardziej przydatne są działy „Confirmed” (potwierdzone) oraz „Popular” (popularne). W ten sposób możemy być pewni, że właściwie użyjemy danego obrazka, a także wyszukać te najbardziej lubiane przez internautów.

Jak stworzyć takiego mema? Na całe szczęście, nie musimy nawet korzystać z programów graficznych – na pomoc przychodzi nam Meme Generator. Ta prosta w obsłudze strona umożliwia nam w szybki sposób utworzyć swojego własnego mema, używając najbardziej popularnych obrazków, a także wyszukać te już gotowe.

Pod zakładką „Meme Images” możemy przejrzeć już gotowe obrazki utworzone przez użytkowników. Można je posegregować według popularności według tygodnia, miesiąca, roku i przez cały czas, a także przejrzeć najnowsze memy. Pod zakładką „Meme Characters” znajdują się „surowe” obrazki bez żadnego tekstu. Jest to najszybszy sposób, by znaleźć grafikę, którą chcemy wykorzystać. Pod zakładką „Meme Groups” znajdują się memy zebrane w kolekcje. Najczęściej pochodzą one z wątków na 4chanie, reddicie oraz komentarzy na YouTube. Mogą być przykładem dobrego ich wykorzystania. Jednak trzeba pamiętać, że dwa pierwsze serwisy to hermetyczne społeczności, dlatego niektóre z obrazków mogą być niezrozumiałe lub niesmaczne.

Najbardziej interesuje nas zakładka „Create” (stwórz). Za jej pomocą możemy szybko zrobić mema. Możemy korzystać z gotowych, popularnych, czystych grafik. Inną opcją jest skorzystanie z własnej grafiki i dodania odpowiedniego tekstu.

Należy pamiętać, że tekst na obrazku musi być krótki, prosty, chwytliwy i naturalny. Jeśli na siłę spróbujemy wystylizować tekst na młodzieżowy lub skorzystać ze slangu. Internauci szybko zweryfikują, czy mem jest wymuszony. Spotyka się to z bardzo negatywnym odzewem. Warto też pamiętać, że oprócz tych popularnych na całym świecie, mamy kilka swoich polskich memów. Jeśli przejrzysz kilka stron z popularnymi obrazkami, na pewno znajdziesz dużo inspiracji. Język memów jest bardzo swobodny, ale w marketingu trzeba pamiętać o umiarze. Wiele z nich używa ciętego, ostrego humoru. Można go właściwie wykorzystać, jednak należy być bardzo ostrożnym. Z kolei korzystając z gotowego mema należy sprawdzić jego aktualność. Użycie obrazka, który był popularny jakiś czas temu może spotkać się z lekceważeniem. Podczas tworzenia mema warto wziąć pod uwagę elementy popkultury, ale też aktualne wydarzenia.

Dobry mem trafia w określoną grupę odbiorców. Pomaga zbudować rozpoznawalność. Budują nić porozumienia, dzięki nim łatwiej nawiązać kontakt z odbiorcami. Przydają się w content marketingu, a także zdobywają ogromną popularność w mediach społecznościowych. Są naprawdę dobrym nośnikiem informacji. Najlepiej trafiają do młodych odbiorców, jednak memy łączą całe pokolenia korzystające z internetu.

Korzystanie z tego typu obrazków może przynieść naprawdę dużo korzyści. Grupa firm, która może z nich korzystać, jest naprawdę szeroka. Można też je wykorzystać do opisywania swojej własnej firmy w błyskotliwy i często zabawny sposób. Śmiejąc się z siebie zdobywamy zaufanie odbiorców. Trzeba jednak pamiętać o kilku zasadach. Zwykłe memy są tworzone spontanicznie, jednak te służące w celach marketingowych powinny być dokładnie przemyślane.

Łatwo się rozpraszasz, jesteś niezadowolony ze swojej produktywności, lubisz sprawdzać sam siebie lub potrzebujesz dodatkowej motywacji? Powodów, by korzystać z Ilys, jest wiele. Popularność tego narzędzia mówi sama za siebie.

Samo działanie Ilys jest bardzo proste. Pokazuje ono pojedynczo litery, które wpisujemy aż do momentu osiągnięcia przez nas ustalonego limitu. Cel? Skupić całą uwagę piszącego na tekście. Nie możemy sprawdzić tego, co piszemy, w trakcie korzystania z narzędzia – dopiero po skończeniu zadania możemy przejrzeć nasz tekst. Ma to na celu zwiększenie produktywności i zachęcenie do przejrzenia całości gotowego tekstu.

Wyniki są naprawdę zaskakujące. Wiele osób jest zdziwionych, że udało się tak szybko osiągnąć odpowiednią ilość tekstu. Zalet tego rozwiązania jest wiele. Po pierwsze, nie rozpraszasz się i siłą rzeczy piszesz szybciej. Po drugie, wyrzucasz z siebie po prostu potok słów, a właściwie liter. Wspomaga to kreatywne pisanie. Dlatego Ilys jest narzędziem polecanym dla autorów, którzy piszą to, co po prostu mają w głowie. Kolejną zaletą jest to, że tekst, nad którym aktualnie się pracuje, można przejrzeć dopiero po napisaniu całości. Ilys nie poprawia naszych literówek, nie posiada żadnej formy autokorekty. Dzięki temu zmusza nas do przejrzenia naszego dzieła, z czym wiele osób może mieć problem.

Dużą zaletą tego narzędzia jest możliwość zapisania kilku projektów i uruchamiania wielu sesji pisarskich. W ten sposób możemy swobodnie pracować nad kilkoma tekstami lub całymi seriami tekstów czy większym tekstem. Aplikacja jest dostępna za darmo z limitem 3000 znaków. Na szczęście cena za limitowany dostęp nie jest wygórowana – wystarczy 10 dolarów, by uzyskać swobodny dostęp do Ilys na najbliższy miesiąc.

Kreatywność jest bardzo ważna przy pisaniu tekstów marketingowych. Internauci nie chcą czytać tekstów suchych, wymuszonych. We współczesnym marketingu stawia się na wyobraźnię i emocje. Dobry tekst marketingowy sięga po całą gamę pozytywnych ludzkich uczuć: podekscytowanie, rozmarzenie, pożądanie, radość, szczęście, bezpieczeństwo i inne. Jednak nie warto tworzyć całych literackich konstrukcji: warto postawić na prostotę. Budować wiarygodność i przekazywać rzetelne informacje. Wszystko powinno się mieścić we wcześniej opracowanej strategii marketingowej.

W nowoczesnym marketingu świetnie sprawdza się storytelling. Każdy z nas pamięta, jak na lekcjach czy prezentacjach wciągały nas ciekawo opowiedziane historie. Świetne wpływa to na naszą wyobraźnię i pozwala szybciej zapamiętać dany produkt czy usługę. Dobry storytelling potrafi wciągnąć odbiorcę w dialog. Nasz potencjalny klient może poczuć się częścią wspólnej misji, czegoś ważnego. Teksty pisane w koncepcji storytellingu często cechują się dużą kreatywnością i przyciąganiem uwagi. Suche wychwalanie swojego produktu jako najlepszego na rynku nie odnosi tak skutecznych efektów jak ubieranie jego walorów w oryginalną historię, która zapadnie w pamięć.

Ilys można świetnie wykorzystać w każdym rodzaju pisania kreatywnym. Na pewno bardzo dobrze sprawdzi się w storytellingu dzięki swobodnemu przepływowi myśli na wirtualny papier. W ten sposób łatwo uzyskamy niewymuszoną historię. Minimalistyczny design i skupienie tylko na pisaniu sprzyja popuszczeniu wodzy wyobraźni. Dodając do tego skupienie, które łatwo uzyskać pracując z Ilys, możemy w łatwy sposób zbudować naprawdę dobry tekst marketingowy. Wbrew pozorom, minimalizujemy też ilość błędów. O ile pisząc z edytorami łatwo unikniemy błędów ortograficznych, tak tylko dokładne przejrzenie napisanego tekstu pozwoli wyeliminować błędy stylistyczne, gramatyczne i składniowe. Pomoże też poprawić zbyt złożone zdania, utrzymać konsekwencję w tekście, przejrzeć kompozycję.

Ilys pomoże napisać ciekawy, oryginalny tekst w krótkim czasie. Czego osoba tworząca treści może chcieć więcej? Każdy, kto poważnie zajmuje się tworzeniem tekstów powinien wypróbować to narzędzie. Ilys udowadnia, że proste pomysły są najlepsze. Pomoże zarówno autorom blogów lifestyle'owych, jak i branżowych, czy nawet piszącym opisy produktów.

Szukasz inspiracji, wartościowych opinii, ciekawych informacji? Sprawdź Medium – społeczność twórców i autorów. Dostarcza najciekawsze treści w sprytny sposób. Może wydawać się, że to zwyczajne narzędzie, jednak korzystanie z Medium dostarcza wielu korzyści.

Po wejściu na stronę wita nas jasny, przejrzysty układ. Domyślny język, w jakim obsługujemy to narzędzie, to angielski. Jednak nie ma żadnych ograniczeń lingwistycznych. Dla osób preferujących rozwiązania mobilne przygotowane są aplikację na iOS oraz Androida.

Medium zachęca do odkrywania historii, które publikują tutaj użytkownicy. Każdego dnia z tego serwisu korzysta wielu użytkowników – także liderów z różnej branż, artystów, myślicieli, ale także wielu zwykłych ludzi, którzy mają ciekawe rzeczy do powiedzenia. Znajdziesz tu przeróżną tematykę: od globalnych badań po głęboko osobiste zwierzenia. Medium szybko połączy Cię ze stroną autora, który Cię zainteresuje. Jest to też szansa dla osób, które piszą ciekawe teksty i chcą zaistnieć w internecie. Dzięki temu serwisowi szybko poznasz najważniejsze wiadomości oraz opinie na ich temat od wpływowych ludzi.

Korzystanie z Medium jest bardzo proste. Posiada prosty w obsłudze, wbudowany edytor. Dzięki niemu pisanie jest przyjemne i efektywne. Możesz mieć pewność, że Twoje dzieło będzie dobrze wyglądać – możesz dodać zdjęcia, audio oraz wideo. Ułatwia też udostępnianie swojej treści – wystarczy tylko kliknąć „Share”.

Ogromną zaletą Medium jest aktywna społeczność. Kontaktowanie się w serwisie jest bardzo proste. System komentarzy nazywa się odpowiedziami (Responses). Ma służyć polepszeniu doświadczenia związanego z czytaniem i integrować z innymi użytkownikami. Opinie są traktowane na równi z innymi treściami – najciekawsze konwersacje są promowane. Rozszerzają oryginalne pomysły i ewoluują w nowych, niekoniecznie spodziewanych, kierunkach.

Medium zachęca czytelników do aktywności. Możemy także używać wirtualnego markera do zakreślania najbardziej interesujących fragmentów tekstów. Można je oddzielnie komentować, co zdecydowanie wyróżnia serwis na tle konkurencji. System nie chce być zwykłymi, statycznym stronami, stawia na interakcje. Promuje najciekawszych i najbardziej popularnych autorów. Każdy czytelnik zostawia ślad i pomaga twórcom przemyśleć swoje teksty.

Medium z założenia miało być siecią rozbudowanych, ciekawych i wpływowych treści. Miało pokazywać najciekawsze opinie i historie. Duży nacisk został położony na interakcje między użytkownikami i wymianę doświadczeń. Założyciel serwisu chciał zachęcić twórców do wymieniania się różnorodnymi opiniami. Czy te założenia zostały spełnione? Popularność serwisu sugeruje, że tak. Jedyne, co można zarzucić Medium, to ograniczona personalizacja. Jednak nie ma co się temu dziwić, gdyż serwis został stworzony tylko dla ciekawych treści.

Dlaczego warto korzystać z tej platformy? Po pierwsze, bogactwo ponadprzeciętnych treści dostarcza licznych informacji. Można powiedzieć, że Medium jest jednym z bardziej inspirujących miejsc w sieci. Szukasz ciekawego rozwiązania czy tematu – wystarczy wejść, rozejrzeć się lub poszukać tego, co Cię akurat interesuje. Po drugie – naprawdę dobra jakość tekstów. Możesz uczyć się od najlepszych, jak tworzyć treści, które praktycznie same się czytają. Dodatkowo pewność co do wysokiej jakości merytorycznej tekstów ułatwi Ci szukanie interesującej Cię informacji. Po trzecie, autopromocja. W kilku prostych krokach możemy podłączyć Medium pod naszą domenę, a jedno kliknięcie przenosi czytelnika na naszą stronę. Dzięki aktywnej społeczności możesz znaleźć wielu wiernych czytelników. Łatwość dzielenia się opiniami pomoże Ci budować żywe relacje z osobami, którym podoba się (lub nie) nasza treść. W łatwy sposób możemy też otrzymać informację zwrotną co do naszego contentu.

Notatki Facebooka próbowały dogonić rosnącą popularność swojego konkurenta, jednak Medium nadal doskonale się broni. Prosta obsługa, świetny wygląd publikacji czy lepsze możliwości interakcji skutecznie pomagają utrzymać pozycję lidera.

Medium na stałe wpisało się w listę najbardziej interesujących miejsc w sieci. Niezależnie czy szukasz interesujących treści, czy sam je tworzysz, znajdziesz w tym serwisie coś dla siebie. Korzystając z witryny dołączasz do największych blogerów, a nawet prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dzięki Medium poprowadzisz skuteczny content marketing albo nauczysz się go od najlepszych.

Jeśli szukasz dobrego i zupełnie darmowego narzędzia analitycznego, Piwik jest czymś dla Ciebie. Projekt aspiruje do zostania alternatywą dla Google Analytics.

Za pomocą tego narzędzia możesz zebrać wiele istotnych informacji o stronie i użytkownikach, takich jak: wyszukiwarki, z jakich korzystają odwiedzający, jakim językiem operują, jakie pliki pobierają oraz jakie strony chętnie odwiedzają. Co jednak wyróżnia Piwik wśród innych, darmowych programów? Twoje dane są tylko Twoje. Oprogramowanie jest instalowane na Twoim serwerze i właśnie tam, w bazie danych Mysql, przechowywane są wszystkie informacje. Dostęp do nich można uzyskać za pomocą dostępnych API. Dzięki temu rozwiązaniu, zaawansowani użytkownicy mogą dostosować bazę do swoich potrzeb. Dodatkowo, Piwik nie dzieli się pozyskanymi informacjami z firmami zajmującymi się reklamami.

Narzędzie posiada naprawdę duże możliwości. Za jego pomocą możemy utworzyć standardowe raporty, ale też te dotyczące realizacji celów, e-commerce, kampanii marketingowych. Posiada rozbudowane statystyki w czasie rzeczywistym. Za jego pomocą możemy automatycznie śledzić pobieranie plików i śledzenie linków wychodzących. Narzędzie pomaga monitorować błędy 404, zarządzać użytkownikami i śledzenie subdomen.

Piwik nie posiada żadnych limitów danych. Umożliwia import danych z Google Analytics., a także reprocessing danych historycznych z logów serwera. Raporty utworzone za jego pomocą wysyłane są na e-mail. W raportach możemy umieścić własne logo. Systemem zarządza się za pomocą dashboardów, które znacznie ułatwiają pracę. Całość zwieńcza wsparcie techniczne od społeczności Piwik. Z narzędzia można korzystać w 48 językach. Dla zwolenników rozwiązań mobilnych dostępna jest zawężona wersja na systemy iOS i Android. Posiada ona statystyki w czasie rzeczywistym, strony odsyłające, najpopularniejsze słowa kluczowe, tytuły stron oraz adresy, a także realizację celów.

Podsumowując, jakie zalety ma ten system? Po pierwsze, dane zostają na Twoim serwerze – jesteś ich właścicielem i wiesz, że nie zostaną użyte w celach reklamowych. Piwik jest udostępniany pod licencją GPL, co oznacza, że masz dostęp do kodu źródłowego, który możesz dostosować do swoich potrzeb. Posiada opcję importu danych z plików tekstowych lub Google Analytics. W ten sposób nie ograniczasz się do danych zebranych od momentu uruchomienia systemu. Przechowywanie informacji w bazie danych umożliwia tworzenie własnych zapytań, dlatego nie jesteśmy ograniczeni tylko przez gotowe raporty. Piwik nie ma żadnych limitów przetwarzania i gromadzenia danych, a także jest zupełnie bezpłatny.

Jakie wymagania trzeba spełnić, by uruchomić Piwik? Trzeba korzystać z serwera Web, takiego jak Apache, Nginx, IIS lub podobne. Mieć zainstalowane PHP w wersji 5.3.3 lub wyższej, MariaDB lub MySQL w wersji 4.1 albo wyższej oraz rozszerzenie do PHP pdo oraz pdo_mysql lub mysqli. Zaleca się zainstalowanie jeszcze innych rozszerzeń dla najlepszego korzystania z systemów. PHP GD pomoże w tworzeniu małych wykresów, które można wysyłać mailowo oraz używając aplikacji mobilnej. Na stronie projektu możemy znaleźć informację, że warto też zainstalować cURL, CLI, i GeoIP. Należy pamiętać, że po instalacji trzeba określić nazwę użytkownika MySQL oraz hasło. Trzeba też pamiętać o uprawnieniach do tworzenia oraz edycji tabel.

Piwik wychodzi też naprzeciw osobom, które nie mogą lub nie chcą korzystać z PHP 5. Poleca serwery swoich partnerów, które są wysokiej jakości, a także mają już zainstalowany Piwik. To wszystko jest dostępne za małą opłatą.

System zadbał też o deweloperów. Oferuje API w trzech wersjach: dla HTTP, Javascript oraz PHP. Zachęca też do korzystania z rozszerzeń i ich tworzenia. Oferuje także rozbudowaną dokumentację dla wszystkich interfejsów oraz rozbudowane wsparcie od społeczności.

Piwik jest idealnym rozwiązaniem dla osób lubiących prywatność. Projekt udowadnia, że nawet darmowe narzędzie może posiadać naprawdę szerokie możliwości bez żadnego limitu przetwarzania i gromadzenia danych. Jest groźną, rozbudowaną konkurencją dla gigantów, takich jak Google Analytics. Z jego możliwości na pewno ucieszą się bardziej zaawansowani użytkownicy, którzy lubią dostosowywać narzędzia do swoich własnych potrzeb. I pamiętaj – używając Piwik, nie przekazujesz danych reklamodawcom – są one tylko Twoje.

Google Alerts to jedna z wielu przydatnych usług od internetowego giganta. Jego podstawowe zadanie jest proste – ma powiadamiać użytkownika o nowych treściach spełniających dane kryteria. Dzięki nim możemy być na bieżąco z informacjami na dany temat. Alerty to tak naprawdę maile informujące nas o nowej treści. Dzięki temu mechanizmowi nie musimy codziennie przebijać się przez liczne wyniki wyszukiwania dla tego samego wyrażenia, by odszukać interesujące nas nowości. W ramach jednego konta Google możemy utworzyć aż do 1000 unikalnych alertów. Obsługują one aż 80 języków i można je ze sobą swobodnie łączyć.

Powiadomienia ustawia się w bardzo łatwy sposób – wystarczy wejść na odpowiednią stronę Google i tam zdefiniować szczegóły alertów – jakie wyrażenia chcemy obserwować, jak często mamy być informowani oraz jaka forma nas interesuje.

Wiele osób może mieć jednak wątpliwości, czy w ten sposób rzeczywiście będziemy na bieżąco z interesującymi nas informacjami. Google może poinformować nas o nowej treści w zaledwie kilka godzin po opublikowaniu.

Alerty są proste w obsłudze. Możemy je modyfikować i dostosować pod wieloma względami. Częstotliwość, źródła, język, region, ilość, sposób i godzina dostarczania – określając te kryteria dostajemy powiadomienia właśnie takie, jakie chcemy. Google sugeruje, żeby zapytanie było jak najdokładniejsze – dzięki temu uzyskasz trafniejsze alerty.

Jakich modyfikatorów możemy użyć przy ustawianiu powiadomień? Po pierwsze – cudzysłów („”). Za jego pomocą możemy dokładnie wyszukiwać wyrażenia składające się z kilku słów. Po drugie – minus (-). Słowo lub wyrażenie nim poprzedzone zostanie pominięte przy wyszukiwaniu. Oznacza to, że jeśli na stronie znajdą się frazy w ten sposób wymienione, strona nie zostanie uwzględniona w powiadomieniach. Po trzecie – site:. Za jego pomocą ograniczamy wyniki wyszukiwania do danej witryny. Modyfikatory można ze sobą dowolnie łączyć, uzyskując jak najbardziej dokładne powiadomienia, które najlepiej odpowiadają naszym potrzebom.

Do czego możemy wykorzystać Alerty Google? Po pierwsze, do monitorowania informacji o danym produkcie lub marce. Dzięki nim możemy przyjrzeć, co słychać w internecie o naszej firmie i tym, co oferuje, lub o konkurencji. Dzięki zawężeniu typu (wiadomości, blogi lub fora) otrzymujemy najbardziej interesujące wyniki. W ten prosty i szybki sposób możemy otrzymać wszystkie najważniejsze informacje o rynku.

Po drugie, możemy w łatwy sposób obserwować interesującą nas stronę internetową. Ta opcja jest szczególnie przydatna, gdy nie lubimy korzystać z powiadomień poprzez RSS lub strona nie udostępnia swojego kanału, a także gdy chcemy zawęzić otrzymywane informacje tylko do pewnego zakresu. Jeśli decydujemy się na ręczne sprawdzanie ulubionych stron, często zdarza się, że niektóre z nich nie mają regularnych aktualizacji. Powoduje to niepotrzebną stratę czasu. Dzięki Google Alerts możemy usprawnić ten proces i sprawdzać tylko te strony, które zawierają nowe treści. Możemy też łatwo zawęzić interesujące nas informacje z danego serwisu do wybranych fraz kluczowych lub wyłączyć te, które nas nie interesują.

Minusem tego narzędzia jest jego ograniczenie. Google Alerts nie oferuje żadnych dodatkowych opcji. Nie możemy segregować informacji ani ich wyszukiwać, nie mamy też dynamicznego dostępu do naszych wyników – przesyłanie informacji mailem łączy się też z tym, że czasem trzeba przekopywać się przez stertę poczty i ręcznie wyszukiwać te, w których znajduje się interesująca nas informacja. Prostota narzędzia jest jednak jednocześnie jego zaletą. Idealnie sprawdza się u początkujących osób oraz jednoosobowych lub niezbyt rozbudowanych firm.

Google Alerts jest przydatnym, prostym narzędziem, które bardzo przydaje się w marketingu i branży e-commerce. Dostajemy łatwy dostęp do informacji, które są do nas specjalnie dostosowane. Usługa ułatwia i skraca regularne szukanie pewnych informacji czy przeglądanie interesujących nas stron. Niewątpliwą zaletą jest szybka informacja o opiniach i recenzjach naszych produktów. Dzięki niemu możemy też w sprytny sposób obserwować konkurencję. Jeśli nie lubimy lub nie potrzebujemy rozbudowanych informacji, Google Alerts będzie idealnym rozwiązaniem. Warto pamiętać, że szybkie reagowanie jest bardzo ważne w marketingu, a dzięki powiadomieniom odpowiednio szybko dowiemy się interesujących nas informacji.

Wielu z nas korzysta z kanałów RSS. Czy jednak można to uprościć? Tak – z pomocą przychodzi nam Feedly, czyli sprytne narzędzie do zbierania informacji z różnych miejsc w sieci. Korzystaj z sieci prościej i szybciej. Przyjrzyjmy się bliżej temu sprytnemu narzędziu.

Co możesz obserwować w Feedly? Bardzo wiele – artykuły pojawiające się w największych gazetach, blogi, kanały na Youtube. Za jego pomocą będziesz śledził słowa kluczowe, utworzysz swoje kolekcje, a także zabezpieczysz dostęp do prywatnych lub biznesowych zasobów.

Możliwości Feedly, jak na takie „proste” narzędzie, są bardzo szerokie. To nie tylko czytanie nowych tekstów., ale też wyszukiwanie, organizowanie, zapisywanie na później, udostępnianie i odkrywanie interesujących, nowych rzeczy. I to wszystko w jednym miejscu.

Feedly to nie tylko narzędzie do czytania nowych wpisów na kolejnym blogu. Jest bardzo skuteczne przy pracy zespołowej. Dzięki niemu podzielisz się swoimi kolekcjami lub zapiszesz interesujące treści do Evernote business. Można też łatwo podłączyć go do OneNote 360 czyTrello lub Slacka, dzieląc się interesującymi i inspirującymi stronami. Przydatną funkcją są tzw. Knowledge boards. Za ich pomocą udostępniasz swoim współpracownikom treści, które możecie następnie wspólnie komentować i organizować tematy i pomysły. według ich ważności i tematyki

Feedly korzysta z coraz popularniejszego rozwiązania, jakim jest dostępność do naszych zasobów z różnych miejsc. Dlatego oprócz rozwiązania webowego, dostępne są aplikacje mobilne na system iOS i Android, a także dla czytnika Kindle. Dodatkowo oferuje ponad 200 dodatkowych aplikacji, związanych tematycznie z Feedly. Aplikację można także skojarzyć z serwisami takimi jak bit.ly, Instapaper oraz Read-It-Later.

Z narzędzia możemy korzystać na kilka sposobów. Wersja Mini to dodatek do przeglądarki. Oferuje dodawanie stron, zapisywanie ich, by je przejrzeć później, udostępnianie witryn poprzez email, Tweetera, Facebooka, zapisywanie stron do Evernote, organizowanie i tagowanie treści.

Feedly posiada 3 pakiety z różnym zakresem usług. W darmowej wersji można dodać do 100 źródeł, uporządkować je, a także korzystać z udostępniania na Twitterze, Pintereście i Facebooku. Opcja Pro kosztuje zaledwie niewiele więcej niż 5 dolarów. Oferuje nielimitowaną ilość serwisów do obserwowania, powiadomienia dla słów kluczowych, wyszukiwanie i filtrowanie, automatyzację zadań z IFTT i Zapier, nawet 10 razy szybsze powiadomienia dla nowych wpisów. W tym pakiecie możemy zapisywać w Evernote, Pocket i OneNote, umieszczanie w LinkedIn, integrację z Buffer i Hootsuite, publikację w WordPressie, połączenie z Dropboxem oraz rozszerzone wsparcie Premium. Trzecia opcja nazywa się Team i zapewnia wsparcie dla pracy zespołowej. Rozszerza wersją pro o wspólne obserwowanie źródeł, zarządzanie treściami przy pomocy współdzielonych tablic, dodawanie adnotacji i podkreśleń, zaawansowaną integrację z Google News oraz Slackiem, podsumowania mailowe, zaawansowane API, rozszerzone bezpieczeństwo z SSO/SAML, analizy i zbiorcze rozliczanie. Dzięki tej opcji wspólna praca wchodzi na zupełnie inny, częściowo zdalny, poziom.

Dbałość o dostępność zasobów w Feedly wyraża się także w ich dedykowanym API. Jego dokładny opis i wsparcie znajdziemy na oficjalnej stronie dla deweloperów.

Feedly oczarowało wielu użytkowników. Zebrało wiele słusznych, pochlebnych recenzji. Jednak często zdarzały się oskarżenia, że nie działa nie do końca tak, jak powinno – najczęściej błąd ten pojawia się podczas wprowadzania nowej funkcjonalności. Jednak twórcy słuchają użytkowników i szybko naprawiają niedziałające opcje. Trzeba jednak przyznać, że nie jest to tylko najprostsza aplikacja do sprawdzania kanałów RSS, a tak bogatej i zsynchronizowanej funkcjonalności nie buduje się z dnia na dzień.

Feedly jest jedną z tych aplikacji, która przyda się każdemu aktywnemu internaucie. Niezależnie od tego, czy korzystasz z niej do przeglądania treści w domu, czy używasz jej w biznesie, sam czy ze swoimi współpracownikami, dzięki niemu Twoja praca i rozrywka będzie szybsza, przyjemniejsza i bardziej efektowna. W marketingu na pewno przyda się do sprawdzania aktualności, bieżących trendów, ale też szukania inspiracji czy dodawania sprytnych notatek. Dzięki licznym zaletom i rozbudowanej funkcjonalności z aplikacji można wycisnąć maksimum. Korzystanie jest łatwe i przyjemne. Feedly okazuje się idealnym i tanim rozwiązaniem dla osób, które lubią być powiadamiane na bieżąco i trzymać wszystko w jednym miejscu.

AllTheFreeeStock jest serwisem stworzonym przez Saijo George, specjalistę SEO. Zbiera najlepsze darmowe zasoby w jednym miejscu. Większość z nich możemy wykorzystać także komercyjnie, co sprawia, że strona jest bardzo przydatna w e-marketingu.

Nawigacja po stronie jest bardzo prosta i przejrzysta, a zasoby podzielone na wiele podkategorii. Na AllTheFreeStock można znaleźć naprawdę wiele mediów, umieszczonych w największych bankach. Na tej stronie znajdziesz praktycznie wszystkie zasoby do stworzenia dobrej strony, kampanii lub działań w social media. Naprawdę dobre zdjęcia to tylko część tego, co można tu znaleźć. Oprócz wcześniej wymienionych mediów, na użycie czekają mockupy, szablony stron i czcionki, a także inspiracje związane z kolorami.

Serwis jest cały czas rozwijany. Ilość zasobów, z których korzysta, jest naprawdę ogromna. Dużą zaletą jest wyszukiwanie obrazków z wielu stron. Zostały tu też zebrane banki zdjęć wysyłające zasoby na skrzynkę mailową oraz serwisy oferujące placeholdery. Zasada działania strony jest prosta. Po wybraniu odpowiedniego serwisu z listy, zostaje ona załadowana po prawej stronie. Ułatwia to korzystanie z licznych internetowych zasobów poprzez zebranie największych, wysokiej jakości mediów w jednym miejscu.

AllTheFreeStock to niewątpliwie jedna z tych stron, którą powinien znać każdy twórca treści. Jest przydatna szczególnie dla początkujących. Wiele z dostępnych za jej pośrednictwem mediów i zasobów jest naprawdę estetycznych i dobrych, a do tego nie trzeba za nie płacić. Naprawdę dużą zaletą jest fakt, że żeby znaleźć wszystko, czego potrzebujesz, nie musisz już skakać po stronach – wszystko masz w jednym miejscu.

Czym jest licencja Creative Commons 0, na której udostępnione są zdjęcia i większość innych zasobów ze strony AllTheFreeStock? Udostępnienie swoich prac na jej mocy oznacza przekazanie ich do domeny publicznej i zrzeczenie się wykonywanie wszystkich praw do utworu, które wynikają z prawa autorskiego. Osoba korzystająca z utworów na tej licencji może je zwielokrotniać, zmieniać, rozpowszechniać i wykonywać utwór. Dotyczy to również wykorzystania komercyjnego. Należy jednak pamiętać, że CC0 nie wpływa na prawa z patentów i prawa do znaków towarowych.

Warto wziąć pod uwagę, że dzieła na tej licencji wcale nie są złej jakości. Wiele ze zdjęć w darmowych bankach jest dostępnych w wysokiej rozdzielczości i o wysokich walorach estetycznych. Dzięki temu małe firmy, które potrzebują ładnych lub efektywnych zasobów za możliwą najmniejszą cenę, znajdą media idealne dla siebie. W ten sposób uzyskujemy profesjonalny efekt, a także rozwijamy naszą strategię marketingową.

Trzeba jednak pamiętać, że w Polsce nie można zrzec się osobistych i majątkowych praw autorskich. Dlatego używa się licencji zapasowej, w języku angielskim - fallback license. Na jej mocy „uwalnia się” swoje dzieło tak bardzo, jak to tylko możliwe w danym kraju.

Co odróżnia AllTheFreeStock od popularnej wyszukiwarki CC Search? Po pierwsze, o wiele większe zasoby. W tym drugim serwisie jest ich zaledwie kilka, natomiast wybór na tym pierwszym może przyprawić o zawrót głowy. Po drugie, na AllTheFreeStock oferuje więcej rodzajów mediów: mockups, efekty dźwiękowe, paletyt kolorów, szablony stron, fonty czy ikony. Zasada działania też jest inna – pierwszy serwis jest pośrednikiem, a do właściwej strony jesteśmy przenoszeni lub otwiera się ona w obszarze głównym strony. Drugi serwis natomiast to wyszukiwarka, która przekazuje odpowiednie parametry do witryn docelowych. Jednak CC Search też ma swoje asy w rękawie, a są nimi Flickr, Wikimedia Commons, i SoundCloud – giganci, którzy oferują naprawdę dobre media, ale wyszukanie w nich tych wolnych, także do wykorzystania komercyjnego, nie jest takie łatwe.

Szukasz dobrych, darmowych zasobów do swoich projektów? AllTheFreeStock oferuje Ci obrazy, wideo, muzykę, ikony i wiele, wiele więcej. Wszystkie grafiki są dostępne pod Creative Commons Zero, więc można je używać także w celach komercyjnych. Reszta zasobów jest umieszczona pod różnymi licencjami, dlatego warto je sprawdzić przed użyciem. Dzięki temu prostemu, sprytnemu serwisowi, rozwiniesz swój biznes i zadbasz o wizerunek w internecie za pomocą dobrej jakości, darmowych mediów. Strona pomoże także webmasterom stworzyć piękną stronę za pomocą wolnych zasobów.

youboost logo
Poznaj nas. Zaprzyjaźnij się z nami. Wykreuj przy naszej pomocy swój własny sukces.
ZOBACZ NASZĄ OFERTĘ
KONTAKT
661 538 778
info@youboost.pl
ZOBACZ NASZE PROFILE
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA